Jakub Bierzyński

Socjolog, przedsiębiorca, inwestor, publicysta

Afera pod sąd. (Polityka)

4 października 2017


Koła Zębate zgrzytają, przekładnie zatarte, do widzów dociera szczęk żelastwa i gnącej się blachy. Wszystko wskazuje na to, że obóz dobrej zmiany przy reformie sądów połamał sobie zęby.

Przyczyną najpoważniejszego kryzysu obozu rządowego od chwili przejęcia rządów jest nadmiar rewolucyjnego zapału, zbyt szybkie tempo zmian, brutalność ich wprowadzania. Prawo i Sprawiedliwość w tej sprawie zgubiły arogancja i głupota oraz przekonanie o tym, że prawo ich nie obowiązuje, a opozycja jest zbyt słaba by bronić jego przestrzegania.

Pierwszym ciosem były weta prezydenta. Kampania Sprawiedliwe Sądy to kolejny mocny akord tej postępującej katastrofy. W kwestii Polskiej Fundacji Narodowej popełniono szereg błędów. Błędów, które mogą skończyć się najwyższym wymiarem politycznego wyroku: dymisją rządu.

 

Działanie na szkodę

Trudno powiedzieć co przyświecało partyjnym działaczom gdy powoływali fundację do życia. Z jednej strony o potrzebie kampanii kreującej pozytywny wizerunek Polski za granicą mówiło się w środowisku reklamowym od dawna. Powstało też wiele projektów takich działań. Żaden z nich nie doczekał się realizacji. Cieniem na intencje władzy kładzie się nie tyle sama misja fundacji, ile sposób jej finansowania. Dlaczego nie można finansować kampanii reklamującej markę Polska bezpośrednio z budżetu państwa? Jaki cel ma powołanie specjalnej fundacji, na której fundusz składa się 17 największych państwowych spółek? Pomysł wydaje się karkołomny.

Wielu z fundatorów nie prowadzi interesów za granicą i nie ma żadnego uzasadnionego biznesowo powodu by takie działania sponsorować. Trudno będzie obecnym zarządom Totalizatora Sportowego, Enei Energii czy PZU uzasadnić, że inwestycja od 3 do 7 milionów złotych rocznie w postrzeganie Polski za granicą realizuje cele biznesowe przedsiębiorstw, za które są odpowiedzialne. Mało tego, można zasadnie podnosić zarzut niegospodarności, skoro tak duże środki postanowili przekazać na działalność propagandową, z której owoców kierowana przez nich spółka nie ma żadnych szans skorzystać. Nie może skorzystać z jednego oczywistego powodu: nie prowadzi za granicą działalności i nie obsługuje zagranicznych klientów. Działalność sponsoringowa bowiem, to nie są pieniądze przeznaczone na rozkurz, wydawane przez zarządy według własnego widzimisię, zależnie od hobby prezesa czy jego patriotycznego zapału. Firmy prawa handlowego podlegają tym samym regułom działania, niezależnie od tego czy skarb państwa czy osoby prywatne są jego właścicielem. Wydatki na sponsoring, tak jak na wszystkie inne dziedziny inwestycji marketingowej, są inwestycją a nie charytatywnym wsparciem i muszą przynieść wierne korzyści. Jeśli nie można ich uzyskać, zarząd naraża się na zarzuty działania na szkodę swej firmy. Art. 585 k.s.h., brzmi jednoznacznie: członek zarządu, rady nadzorczej, komisji rewizyjnej lub likwidator, który swoim postępowaniem działa na szkodę spółki, podlega karze pozbawienia wolności do lat 5 i grzywnie. Taka sama kara może spotkać osoby sprawujące wymienione funkcje za nakłanianie lub udzielanie pomocy w popełnieniu wyżej wymienionego przestępstwa.

W przypadku wielu z członków najwyższych władz (rad nadzorczych, zarządów) wielu ze Spółek Skarbu Państwa, które podjęły decyzje o przeznaczeniu środków na działalność Polskiej Fundacji Narodowej sprawa jest o tyle bezdyskusyjna, że opisany w misji cel fundacji nie znajduje się nawet na rynku działania tych spółek.

Mało tego, statut PFN jest tak napisany, że praktycznie pozbawia fundatorów jakiejkolwiek wpływu na jej działalność. Prezesa Zarządu i członków wybiera Rada Fundacji ale jedynie spośród kandydatów zatwierdzonych przez ministra kultury punkt (3 i 5.5 par 6 statutu). Minister także ma w każdej chwili prawo odwołać dowolnego członka zarządu (punkt 3 par. 8 Statutu). Rada fundacji nie akceptuje a jedynie opiniuje program jej działania (par 7 punkt 3). Krótko mówiąc zarządy Spółek Skarbu Państwa wchodzących w skład fundatorów tego przedsięwzięcia zdecydowały o podjęciu zobowiązania w wysokości 650 milionów złotych na okres 10 lat bez zapewnienia sobie żadnej kontroli ani nad składem osobowym zarządu ani nad procesem wydawania tej sumy.

Obejście prawa

Już samo powołanie Polskiej Fundacji Narodowej może zostać zakwalifikowane jako próba obejścia prawa. Co prawda definicja finansów publicznych nie obejmuje majątku Spółek Skarbu Państwa, ale na podstawie analizy uzasadnienia do przepisów regulujących dysponowanie środkami publicznymi, można wysnuć wniosek, że fundacja działa niezgodnie z prawem. Artykuł 45 ustawy z dnia 27.08.2009 o finansach publicznych wprowadza bowiem zakaz tworzenia fundacji ze środków publicznych. Uzasadnieniem dla wprowadzenia tych przepisów było „wykorzystywanie i nadużywanie przez organy państwowe formy fundacji do realizowania przez nie zadań publicznych. Zadania publiczne, przede wszystkim państwowe, powinny być bowiem realizowane przez organy administracji i w ramach ich budżetu, a wyręczanie się przez organy administracji fundacjami jest niedopuszczalne jako naruszające ustawowy i kompetencyjny ład i odpowiedzialność. Prawna forma fundacji tworzy z jednej strony uprzywilejowane warunki prowadzenia działalności, także gospodarczej, co istotnie narusza zasady równej i uczciwej konkurencji, a z drugiej strony utrudnia kontrolę nad angażowanymi środkami publicznymi.”

Źródło: komentarz do ustawy o finansach publicznych Ludmiła Lipiec-Warzecha.

 

Partyjna kasa

Dlaczego zatem do realizacji szczytnych i potrzebnych celów wybrano tak prawnie wadliwą formę? Odpowiedź na to pytanie może być tylko jedna i udzielił jej były wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości Michał Ujazdowski mówiąc o kampanii Sprawiedliwe Sądy: „to powiększone o 19 milionów złotych dotacja na Prawo i Sprawiedliwość”.

Ujazdowski mylił się jedynie w wysokości podanej kwoty. 19 milionów to deklarowany budżet pierwszej kampanii, a Polska Fundacja Narodowa ma dysponować budżetem 650 ml. przez kolejne 10 lat. Oznacza to ni mniej ni więcej jak przemnożenie dotacji partyjnej PiS (ok 20 ml pln rocznie) przez 30.

 

Z tej perspektywy staje się jasne, dlaczego ubezwłasnowolnienie sądów było tak ważnym strategicznym celem rządzącej partii. Niezależne sądy stwarzają pewne niebezpieczeństwo, że opozycja może skutecznie bronić swoich praw i domagać się cofnięcia całości dotacji partyjnych przyznanych Prawu i Sprawiedliwość po ostatnich wyborach, pod zarzutem nielegalnego finansowania partii politycznej. Mało tego, ma bardzo duże szanse by sprawę taką wygrać.

 

Zlecenie rządu?

Kampania Sprawiedliwe Sądy jest bowiem nietypowa. Jak pisałem wcześniej już sam fakt powstania fundacji i sposób jej finansowania budzi bardzo poważne wątpliwości. Treść jej powoduje, że nie da się obronić tezy, iż była to kampania informacyjna. Nie wiadomo kto i o czym miał informować. Politycy PiS błyskawicznie zmienili zdanie na ten temat. Jeszcze w czwartek zeszłego tygodnia twierdzili, że nie była to kampania rządowa. Gdy prawnicy uświadomili im potencjalne konsekwencje w postaci utraty dotacji dla partii, natychmiast zmienili zdanie. Już w piątek mówili jednym głosem: kampania powstała na zlecenie rządu. To dziwi, bo rząd nie ma żadnego powodu by prowadzić kampanie informacyjne projektów ustaw, które nie weszły w życie i o których wiadomo, że na skutek weta prezydenta, nigdy w proponowanym kształcie w życie nie wejdą. Projekt reformy sądownictwa, o którym informuje kampania nie był projektem rządowym. W celu uniknięcia męczącej i zbędnej dla jedynego wyraziciela głosu suwerena procedury konsultacji społecznych, został zgłoszony jak zwykle jako projekt poselski. Formalnie rząd nie ma żadnego powodu by o nim kogokolwiek informować. Formalnie o programie działania fundacji decyduje jej zarząd i rząd nie może wydawać jej “zleceń”. Formalności mają w tej kwestii zasadnicze znaczenie, bo to one będą koniec końców rozstrzygać o wyrokach sądów w tej sprawie.

 

Czysta propaganda

Trudno także bronić tezy, jakoby była to kampania informacyjna. Z jednego prostego powodu: o niczym nie informuje. Przekaz spotów telewizyjnych i billboardów jest czysto propagandowy. Ma na celu utrwalenie przekonania, że sądownictwo w Polsce działa źle, jest przewlekłe, skorumpowane, opanowane przez przestępców, alkoholików i drobnych złodziei sklepowych. Zebrano w nim zarzuty wobec sędziów i wymiaru sprawiedliwości z ostatnich 8 lat. Najstarszy cytat pochodzi z 2009 roku. W Polsce orzeka około 10 tysięcy sędziów. Rozstrzygają blisko 15 milionów spraw w ciągu roku. Z tego oceanu zdarzeń w kampanii przytoczono 37 dowodów na głęboką demoralizację sędziów, która w założeniach kampanii miała przekonać jej adresatów do koniecznych zmian. Warto przyjrzeć się tej „informacji” szczegółowo. Z owych 37 argumentów co najmniej 2 zostały już sfalsyfikowane. Sędzina, która ukradła spodnie nie była w momencie popełniania tego czynu sędzią, lecz byłym sędzią leczącym się psychicznie. Informacja o sądzie w Swidnicy, który miał wypuścić pedofila okazała się nieprawdziwa. Kolejnych 6 spraw dotyczy wykroczeń sędziów popełnianych bez związku z wypełnianiem obowiązków, najczęściej od wpływem alkoholu: „Pijany sędzia awanturował się w klubie” „Policja zatrzymuje pijanego sędziego” „ Pijany sędzia wpadł do rowu” itp. Pięć przykładów to drobne kradzieże sklepowe. Jeden niesprawiedliwy wyrok za kradzież batonika, trzy nie zastosowania aresztu tymczasowego, pięć przypadków przewlekłości spraw sądowych, jeden mobbingu w miejscu pracy, dwa przypadki wynegocjowania zdaniem autorów kampanii zbędnych przywilejów: 5 sędziów w Radomiu domagało się podwyższenia stawki kilometrówek, jeden przypadek sporu o wysokość wynagrodzeń, jeden zarzut lichwy, jeden koneksji, jedna pomyłka sądowa, jeden zarzut o nie dopuszczenie jako dowodu z podsłuchów założonych innej osobie, jedna kwestia zasadności stosowanego prawa kodeks karny skarbowy vesrus kodeks karny, słynna sprawa nieprawidłowej konfiskaty ciągnika przez komornika i na koniec opinia prezes Gersdorf, że za 10 tys. złotych trudno jest przeżyć w Warszawie. Jakąkolwiek merytoryczną wartość ma jeden przytaczany w kampanii zarzut: w aferze reprywatyzacyjnej, sędziowie ustanawiali kuratorów dla ponad 110 letnich osób.

35 zarzutów w większości błahych i personalnych przy 10 tys sędziów i 120 milionów rozpatrzonych spraw dowodzi tezy odwrotnej do zamierzonej: polski wymiar sprawiedliwości działa zacznie lepiej niż się wydaje.

Nie trudno zatem wykazać, że z informacją kampania ta nie ma nic wspólnego. To typowa propaganda oparta na mechanizmach, generalizacji, manipulacji emocji i zwykłych fałszerstw. Propaganda będąca odwrotnością informacji nie podaje żadnych dowodów na powszechność zjawisk ani liczb opisujących rzeczywistość, lecz manipulując przykładami tworzy z góry założone wrażenie jaka ta rzeczywistość jest.

Jestem przekonany, że w przypadku ewentualnego procesu autorów, zleceniodawców i wykonawców tej kampanii obrońcom nie uda się wykazać, że jej przedmiotem była informacja. Nie sądzę by w Polsce znalazł się taki biegły, który to potwierdzi.

 

Panika

Widać jak na dłoni, że w obliczu afery politycy PiS tracą kontrolę nad sytuacją. Rozpoczyna się gra w przerzucanie gorącego kartofla. Szukanie tego kto weźmie za aferę odpowiedzialność. A odpowiedzialność to poważna. Zgodnie z artykułem 296 kodeksu karnego

„kto będąc obowiązany na podstawie przepisu, ustawy, decyzji właściwego organu lub umowy do zajmowania się sprawami majątkowymi lub działalnością gospodarczą osoby fizycznej, prawnej albo jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej, przez nadużycie udzielonych mu uprawnień lub niedopełnienie ciążącego na nim obowiązku wyrządza jej znaczną szkodę majątkową podlega karze pozbawienie wolności od 3 miesięcy do lat 5” (..). Jeśli jest to szkoda w wielkich rozmiarach (powyżej 1 milion złotych) maksymalny wymiar kary podnosi się do lat 10. „

Nie trudno wykazać, że cele tego przedsięwzięcia nie miały żadnego związku z misją Polskiej Fundacji Narodowej ani ze szczegółowymi celami fundacji opisanymi w Krajowym Rejestrze Sądowym.

Odpowiedzialności zatem nie unikną także członkowie zarządu fundacji Cezary Jurkiewicz – prezes, Paweł Kozyra członek i Maciej Świrski. Zgodnie z wpisem do KRS w Radzie Fundacji zasiadają przedstawiciele fundatorów. Kamil Kamiński – wiceprezes Tauron, Radosław Domagalski prezes KGHM Polska Miedź, Rafał Pasieka dyrektor marketingu w PKN Orlen, Marcin Jastrzębski prezes zarządu Grupy Lotos, Piotr Woyciechowski prezes Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych, czyli osoby, które łączą funkcje zarządcze w spółkach fundatorach PFN i w radzie fundacji. Ze statutu fundacji wynika, że program działania opiniuje Rada. Czy kampania Sprawiedliwe Sądy była przez radę fudacji opiniowana? Czy była to opinia pozytywna? Czy członkowie rady będący zarazem członkami zarządów spółek fundatorów nie działali na szkodę tych spółek? Odpowiedzi na te pytania mają poważne konsekwencje. Nie dziwi zatem żądanie informacji od zarządu fundacji formułowane przez fundatorów. Chcą uniknąć odpowiedzialności karnej i szukają winnego.

 

Rychła sprawiedliwość?

Nerwowi zwłaszcza mogą być członkowie zarządów spółek gdzie skarb państwa nie ma 100% udziałów a nawet posiada mniejszość. Dotyczy to aż 13 z 17 spółek fundatorów. W skrajnych przypadkach (Orlen, PKO, Tauron, KGHM, Azoty, PZU, GPW) udział państwa waha się pomiędzy 27 a 35 procent. Przykład PFN dobrze obrazuje lekceważący stosunek rządu PiS do współwłaścicieli SSP. Abstrahując już od faktu, czy tak budowane relacje z akcjonariuszami nie przełożą się na atrakcyjność państwa jako potencjalnego partnera przy kolejnych przedsięwzięciach, mniejszościowi akcjonariusze mają prawo być wściekli na ministra skarbu i zarządy spółek, w które zainwestowali miliony złotych. Mało tego mają narzędzia by tym uczuciom dać jednoznaczny wyraz:

Art. 483. § 1. Członek zarządu, rady nadzorczej oraz likwidator odpowiada wobec spółki za szkodę wyrządzoną działaniem lub zaniechaniem sprzecznym z prawem lub postanowieniami statutu spółki, chyba że nie ponosi winy.

  • 2. Członek zarządu, rady nadzorczej oraz likwidator powinien przy wykonywaniu swoich obowiązków dołożyć staranności wynikającej z zawodowego charakteru swojej działalności.

 

Art. 486. § 1. Jeżeli spółka nie wytoczy powództwa o naprawienie wyrządzonej jej szkody w terminie roku od dnia ujawnienia czynu wyrządzającego szkodę, każdy akcjonariusz lub osoba, której służy inny tytuł uczestnictwa w zyskach lub podziale majątku, może wnieść pozew o naprawienie szkody wyrządzonej spółce.

Za rok możemy spodziewać się lawiny pozwów o naprawienie szkód wobec członków zarządów spółek – fundatorów, którzy podejmowali decyzje o przystąpieniu do Polskiej Fundacji Narodowej oraz akceptowali przekazy pieniężne na jej rzecz. Chodzi o grube pieniądze: w tym roku na fundusz założycielski przypada blisko 100 milionów złotych, a w kolejnych 50. Każdy z fundatorów zobowiązał się do rocznej wpłaty sumy od 3 do 7 milionów w zależności od wielkości spółki. W przyszłości nawet sowite odprawy wypłacane członkom zarządów tych spółek nie starczą na pokrycie odszkodowań. Odszkodowania te płaci się wszak z prywatnych majątków.

Odpowiedzialność finansowa może zatem dopaść członków zarządów firm państwowych już niebawem. Odpowiedzialność karna do momentu gdy mogą cieszyć się politycznym parasolem ochronnym władzy Prawa i Sprawiedliwości raczej ich nie spotka. Do czasu. Po kolejnych wyborach gdy zmienią się władze tych spółek, już owszem. Okres przedawnienia w tych sprawach to 15 lat. PiS nie będzie rządził wiecznie, a prokuratura będzie w pełni dyspozycyjna także nowemu ministrowi sprawiedliwości. Na miejscu osób zamieszanych w tę aferę nie liczyłbym na wyjątkową pobłażliwość sędziów z przyczyn, których nie muszę tłumaczyć. Nowe władze państwowych spółek będą mogły nie tylko domagać się ukarania swoich poprzedników za działanie na ich szkodę ale także domagać się odszkodowań od członków zarządu fundacji, bowiem środki które fundatorzy przekazali na realizację jej celów statutowych w oczywisty sposób zostały wydane niezgodnie z jej statutem. Nie dziwi zatem dymisja jednego z członków zarządu fundacji. Grunt pali się im pod nogami a za ideologiczne zaangażowanie mogą w przyszłości słono zapłacić. Dodam, prywatnym majątkiem i to prędzej niż później.

 

Narastający chaos

W całej aferze głupota goni głupotę. Wymyślając cały mechanizm oszukania opozycji poprzez finansowanie kampanii propagandowych zgodnych z intencjami i interesem partii rządzącej zapomniano, że organem nadzoru nad fundacjami jest nie tylko minister kultury, ale także organ samorządu terytorialnego na terenie którego fundacja jest zarejestrowana. Trudno było wybrać gorzej niż Warszawę. Prezydent Hanna Gronkiewicz Walz już wszczęła postępowanie w tej sprawie.

W obozie władzy widać narastający chaos. Prominentni politycy z dnia na dzień zmieniają zdanie w kluczowych kwestiach. Do opinii publicznej zaczyna docierać niepokojący przekaz. Oto bowiem, ekipa dobrej zmiany realizuje najgorszy możliwy scenariusz, o który oskarżała swoich poprzedników. Jak na dłoni widać prywatyzację państwa, arogancję, stawianie się ponad prawem, kłamstwa, mataczenie, kumoterstwo z ogromnymi pieniędzmi w tle. Ośmiorniczki i cygara przy kontrakcie wartości 20 milionów i 240 tysięcy wynagrodzeniu dla koleżanek i kolegów pani premier, właścicieli firmy Solvere to drobiazg. Stąd nerwowe ruchy i list w tej sprawie skierowany z KPRM do CBA.

Kampania Sprawiedliwe Sądy do poparcia reform nikogo nie przekona. Powtarza bowiem dobrze znane argumenty propagandy, która obecna była w mediach przez ostanie 3 miesiące w różnorakiej formie, od orędzia premier Beaty Szydło, do sensacyjnych wrzutek jej speców od PR, powtarzanych przez wszystkie media, także te wobec obozu władzy opozycyjne. Gdy prezydent bądź co bądź obozu tego prominentny działacz, uznał niekonstytucyjność zapisów trudno wierzyć, że kampania w telewizji i na billboardach wglądająca jakby nic się nie stało, jakby weta nie było, mogła kogokolwiek przekonać. Tym bardziej, że przekonuje przekonanych. Zdecydowana większość Polaków uważa, że reforma sądownictwa jest konieczna a kampania poza tym przekazem i jego propagandowym uzasadnieniem nic innego nie niesie.

Warto zatem postawić pytanie – po co ją przeprowadzono? W jakim celu? Jeśli kampania była nieskuteczna, jeśli naraża Beatę Szydło, która ją firmowała na potencjalną odpowiedzialność polityczną w postaci dymisji i prawie pewne postępowanie prokuratorskie w przyszłości, jeśli działalność fundacji jest tak absurdalnie sprzeczna z jej statutowymi celami, że aż groteskowa, jeśli nikt na tym nie zyskał a wszyscy stracili (może poza właścicielami spółki Solvere – wykonawcy dzieła), to jaki był w niej sens? Moja odpowiedź – nie było żadnego. Stare polskie przysłowie mówi „Jak pan Bóg chce kogoś pokarać to mu rozum odbiera”. Pasuje tutaj jak ulał. Na koniec pytanie: kto odegra rolę kozła ofiarnego w tej farsie? Coś mi mówi, że Beata Szydło zaczęła się już pakować.

Jakub Bierzyński

Share on Facebook12

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *