Kościół, prawica, monolog. (Newsweek)

9 lipca 2018

Nie ma drugiego czynnika, który by tak mocno definiował przekonania polityczne Polaków, jak stosunek do wiary. Serce zagorzałych katolików bije po prawej stronie. Prawicowe przekonania i religijność, to dwa oblicza tego samego tradycyjnego stosunku do świata

We współczesnej cywilizacji europejskiej funkcjonują dwa główne rodzaje umysłowości. Z jednej strony jest umysłowość tradycyjna. Fundamentem tej postawy jest przekonanie o uniwersalności prawdy. Prawda jest jedna niezmienna i uniwersalna – zazwyczaj dana od Boga. Umysł tradycyjny źle znosi zmianę. Relatywizm jest dla niego przerażający. Potrzeba bezpieczeństwa jest najważniejsza, a spójność oraz trwałość przekonań potrzebę tę zaspokajają.

W opozycji do tradycyjnej mentalności funkcjonuje postawa racjonalna, o korzeniach w renesansie. Postrzega ona świat, jako zdeterminowany przyczynowo-skutkowym ciągiem zdarzeń. Racjonalny umysł też próbuje zrozumieć rzeczywistość, ale dla niego oznacza to wyjaśnienie mechanizmu zjawisk. Zjawiska te nie muszą mieć sensu lub znaczenia. Muszą posiadać przyczyny i skutki.

Dominikanin Maciej Zięba, z którym niedawno rozmawiałem, nazywa ten mój racjonalizm „racjonalizmem zamkniętym” – zamkniętym na transcendencję, „na istnienie głębszych więzy międzyludzkich”. W oświeceniowym modelu racjonalizmu nie mieszczą się – twierdzi – fundamentalne pojęcia piękna, miłości i etyki. „Piękno bowiem nie da się zamknąć w ściśle rozumowych kategoriach, racjonalna miłość przestaje być miłością, a etyka w granicach czystego rozumu jest arbitralnym wyborem, a nie racjonalnym systemem”. Racjonalizm zamknięty jest fałszywy – dowodzi Zięba – gdyż „mnóstwo dokonań uznanych ongiś za ‚naukowe’ z czasem okazało się błędne”.

Prawda

Nieporozumienie bierze się z fundamentalnie różnej definicji prawdy. Racjonalizm zakłada jej relatywność. Prawdą jest to, czemu jeszcze nie udało się zaprzeczyć. Ciągły postęp powoduje, że to co prawdą wydaje się dzisiaj, jutro możemy uznać za fałszywe.

Takie pojęcie prawdy jest dla tradycyjnej osobowości nie do przyjęcia; wywołuje poczucie niepewności i lęku. Dlatego wiara jest jego naturalnym wyborem – oferuje bowiem obietnicę prawdy objawionej, wiecznej, niezmiennej uniwersalnej, niepodważalnej, boskiej. Prawdy jedynie prawdziwej. Przy czym tradycjonaliści skutecznie wypierają fakt, że kanony wiary i nauka kościoła przez wieki ewoluowały, a wiele prawd niedawno niepodważalnych, dziś uznaje się co najwyżej za alegorie.

Naturalną postawą poznawczą umysłu oświeconego jest zwątpienie, a podstawową metodą poznawczą – pytania. Dla tradycjonalisty poznanie to objawienie, a pytania są szkodliwe, bo podważają wiarę w dogmat. Stąd naturalna „rozlazłość”, niezdecydowanie, brak jedności ludzi o postawach modernizacyjnych, zderza się z monolitem postaw i haseł prawicy.

Spójność i prostota

Spadkobiercy tradycyjnej spuścizny intelektualnej szukają jednej uniwersalnej prawdy – jednej przyczyny. Tradycyjny system intelektualny w dużej mierze oparty jest na uogólnieniach poszczególnych zjawisk w kosmiczny system zależności znaczeń. Stąd atrakcyjność myślenia magicznego, które koncentruje się na „znaczeniu”, nie na przyczynach i skutkach. Jednorazowe ważne zdarzenia mają istotniejszą rolę od powtarzalnych obserwacji. Mają miejsce „po coś” – nie „dlaczegoś”.

Stąd na przykład atrakcyjność i trwałość mitu smoleńskiego. Wyniki prac komisji, badającej przyczyny katastrofy, są trudne, skomplikowane i – co najgorsze – niejednoznaczne. Na tysiącach stron raportu opisany jest każdy szczegół, a konkluzja sprowadza się do splotu zaniedbań, błędów, nieprawidłowości czy zbiegów okoliczności. Racjonalne wytłumaczenie pozbawia tę tragedię symbolicznego znaczenia – co jest dla tradycyjnej umysłowości nie do zaakceptowania. Według wyznawców, prezydent Lech Kaczyński zginął bohaterską śmiercią w imię wartości.

Akceptacja faktu, że przyczyną tej śmierci były zaniedbania i bezmyślność, odziera ją nie tylko z patosu ale przede wszystkim z symbolicznego znaczenia. Najwyższa ofiara traci jakikolwiek sens. Dlatego istnieje ścisły związek między wiarą w Boga a wiarą w zamach smoleński. Obie wywodzą się z tych samych potrzeb i podobnego sposobu ich zaspokojenia.

Moralna wyższość

Posiadacze jedynej prawdy mają poczucie moralnej wyższości. Jeśli bowiem podstawowe normy moralne zostały wyryte przez samego Boga na kamiennych tablicach, to są one jednoznaczne i ostateczne. Teorie, mówiące o relatywizmie norm społecznych w różnych czasach i różnych kulturach, budzą w tradycyjnej osobowości moralne oburzenie. Uświadomienie sobie, że podstawowe normy moralne są efektem procesu socjalizacji, i bynajmniej nie mają uniwersalnego charakteru, napawa tradycjonalistów głębokim lękiem. Osoby głęboko wierzące nie umieją wyobrazić sobie moralności bez wiary. To wiara jest źródłem poczucia moralnej wyższości prawicy.

Niesłusznie – nie ma bowiem żadnego statystycznego związku pomiędzy wiarą, a moralnością. Odsetek rozwodów, przestępstw, nawet zabójstw wśród katolików nie jest niższy, niż wśród niewierzących lub osób innej wiary. W kraju najbardziej do Polski zbliżonym kulturowo i prawie całkowicie zsekularyzowanym, w Czechach, poziom przestępczości (także zabójstw) jest wyraźnie niższy niż w katolickiej Polsce.

Tym niemniej mit o moralnej wyższości jest trwały. Potrzebny jest bowiem katolikom dla uzasadnienia własnej wiary, a prawicy jako narzędzie polityczne. Jeśli bowiem jedna partia ma wyłączność na moralność, to uzurpuje sobie wyłączne prawo sądzenia o tym co jest dobre, a co złe, co w oczywisty sposób prowadzi do eliminacji oponentów. Ta ideologizacja, wynikająca z fałszywego przekonania o moralnej wyższości, to kolejna zbieżność pomiędzy prawicą a kościołem.

Zgniły Zachód

W polskim kościele panuje powszechne przekonanie o kryzysie cywilizacji Zachodu. Wspomniany Maciej Zięba przekonuje: „Zachód bowiem odrzucił busolę duchową i moralną, pogrąża się w coraz głębszym kryzysie”.
Nietrudno zrozumieć przyczyny takiego rozumowania. Zachód jest centrum cywilizacji, źródłem postępu, nowych zmieniających się mód, stylów życia. Wraz z nasileniem się migracji stał się jeszcze większym tyglem kulturowym, gdzie rodzą się nowe idee, zderzają tradycje. Nigdzie na świecie nie widać tak namacalnie falsyfikacji podstawowych religijnych mitów, jak na Zachodzie. To z Zachodu płyną od wieków idee oświecenia, racjonalności, sekularyzacji, multikulturowości, relatywizmu, postępu czyli wszystkiego co i prawicy i kościołowi jest kompletnie obce, wręcz wrogie. Nie ma co się łudzić – w sprawie miejsca Polski w świecie endemiczny polski kościół i autokratyczna polska prawica mają zbieżne interesy. Z tych samych powodów podobnym antyzachodnim językiem posługują się prawosławna cerkiew i putinowska propaganda.

Intencje nie racje

Tradycyjna, symboliczna mentalność, nie tylko sprzyja utrwalaniu specyficznych prawicowych przekonań i mitów, ale także skutecznie je konserwuje, czyniąc ich głosicieli odpornymi na argumenty. Same racje mają bowiem w tradycyjnym uniwersum nikłe znaczenie. Nie siła argumentów się liczy, a intencje przypisywane osobom, które te argumenty wypowiadają. Stąd niezniszczalność Antoniego Macierewicza – ocena jego działań nie dotyczy bowiem ich skutków, lecz przypisywanych intencji.

Nieistotne jest też, czy żołnierze wyklęci popełniali zbrodnie czy nie. Nie jest ważne, że utrzymywali się z rabunków. Romantyczny punkt widzenia mitologizuje ich działanie poprzez zamiary, nie skutki. Mało tego – im bardziej tragiczne i beznadziejne były te działania, tym lepiej do mitu pasują. Czystość intencji jest ważna, nie skutki. Duch jest istotny, nie szanse sukcesu. Poświęcenie ofiary, nie racjonalność działań.

Myślenie symboliczne dominuje, monolog przeważa nad dialogiem. Celem dyskursu nie jest bowiem wymiana poglądów i ustalenie obiektywnie istniejącej prawdy, lecz pokazanie własnej przewagi moralnej – uniwersalizacja własnych przekonań i narzucenie ich jako moralnie wyższych osobom myślącym inaczej.

Plemienny podział

Polskie „plemiona polityczne” reprezentują kompletnie różne tradycje intelektualne. Polska podzielona jest granicą wpływów kulturowych Wschodu i Zachodu. Ta granica – z grubsza pokrywająca się z linią Wisły – widoczna jest przy każdych wyborach.

Ale granice pomiędzy myśleniem symbolicznym, a racjonalnym leżą przede wszystkim w naszych własnych głowach. Nie umiemy ze sobą rozmawiać. Rząd dusz wygra ten, kto będzie umiał granice te przekraczać i da nam utracone poczucie wspólnoty. I nie będzie to łatwe zadanie.

Pewne jest jednak, że polski kościół nie spełnia roli łącznika Polaków – jest bowiem stroną tego sporu. Fundamentalne wartości kościoła – pojęcie prawdy, konserwatyzm, poczucie moralnej wyższości, naturalna ideologizacja, niechęć do Zachodu – nie pozwalają na zajęcie neutralnej pozycji w światopoglądowym sporze. Kościół jest naturalnym sojusznikiem prawicy.

Dla nowocześnie myślącej partii liberalnej, czy lewicowej, jakiekolwiek koncesje na rzecz kościoła nie mają sensu. Jak pokazała polska historia najnowsza, nie będzie to bowiem kompromis ani trwały ani szczery. Apetyt kościoła na dominację w sferze symbolicznej, prawnej czy moralnej nie ma granic. Jego naturalną granicą jest państwo wyznaniowe, do którego w tej chwili Polska w szybkim tempie zmierza.

Nie jesteśmy jednak skazani, na życie w kraju zdominowanym przez sojusz prawicy i kościoła. Jedynie 28 proc. Polaków regularnie uczestniczy w praktykach religijnych, a odsetek ten szybko się zmniejsza. To w dużej mierze żelazny elektorat autorytarnych konserwatystów z obozu prawicy. Ponad 60 procent to osoby wierzące, lecz stale niepraktykujące (ok. 10 procent deklaruje się jako niewierzący, lub wyznawcy innej wiary). Zdecydowana większość z nich odrzuca uzurpacje kościoła w sferze politycznej i narastającą dominację w przestrzeni publicznej.

Niezaspokojony apetyt kościoła może stać się dla prawicy politycznym obciążeniem. Jej wyborcza klęska będzie dla Kościoła tragedią – nie dlatego, że straci polityczne znaczenie, ale ponieważ podobnie jak to było pod koniec poprzedniej kadencji rządów Prawa i Sprawiedliwości, może stracić kolejne 5 procent wiernych. To będzie cena za polityczne poparcie rządów Jarosława Kaczyńskiego – i nie ma znaczenia, że nie wynika ono wyłącznie z doraźnej politycznej kalkulacji ale przede wszystkim z naturalnej zbieżności światopoglądów.

Jakub Bierzyński

Komentarze

Mariusz Butler

9 lipca 2018

Panie Jakubie!

Ważne i cenne uwagi – jak zwykle!
Dodałbym do tego http://krytykapolityczna.pl/felietony/przemyslaw-witkowski/w-polsce-nie-ma-zadnego-faszyzmu-odcinek-1488/

Serdecznie pozdrawiam,
Mariusz Butler

Kościół, prawica, monolog

18 lipca 2018

[…] Więcej […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *