Jakub Bierzyński

Socjolog, przedsiębiorca, inwestor, publicysta

Ludzie muszą od opozycji usłyszeć: „Mieliście rację, że głosowaliście na PiS” (Gazeta.pl)

24 listopada 2017

Nieustanne krzyki o „końcu demokracji” wzmacniają Kaczyńskiego. On chce ich słyszeć jak najwięcej. Bo dają mu patent na zabijanie – z guru polskiego marketingu Jakubem Bierzyńskim rozmawia Grzegorz Sroczyński

Grzegorz Sroczyński: Co robią źle?

Jakub Bierzyński: Nie potrafią uczyć się od przeciwnika. Bo żeby uczyć się od przeciwnika, trzeba go szanować, a nie powtarzać, że „Hitler”.

W zasadzie uważam, że obaj powinni się schować.

Schować?

– Niech czegoś się wreszcie od Kaczyńskiego nauczą, do jasnej cholery! Na przykład taktyki trzymania się w cieniu.

Nie ma sensu namawiać Schetynę i Petru do ustąpienia z funkcji przewodniczących, bo to jest niemożliwe. Nie ustąpią. Oni wolą przegrać wybory, będąc szefami partii, niż wygrać, będąc gdzieś niżej. Kaczyński też tak robił przez osiem lat, nie ustąpił. Ale Kaczyński uprawia politykę, w odróżnieniu od uprawiania różnych form narcyzmu przez jego przeciwników. Bo jeśli wie, że jest kamieniem u szyi własnej partii, to chowa się w cieniu, ma do siebie dystans, traktuję samego siebie jak figurę, którą przestawia na szachownicy. Innych traktuje instrumentalnie, ale siebie też potrafi instrumentalnie traktować. Na tym polega dojrzałość polityka. Ani Schetyna, ani Petru nie są mentalnie do tego gotowi. A powinni. Bo ich wizerunki – jeśli spojrzeć na rankingi zaufania – są podobnie złe jak Kaczyńskiego. Schowajcie się w cieniu! A na boisko wypuście tych, którzy mogliby dać twarz wiarygodnej koalicji pod hasłem: „Patrzymy w przyszłość, a nie w przeszłość”.

Są dwie prawdy na temat budowania strategii politycznej, takie same na całym świecie. Po pierwsze trzeba stworzyć i narzucić własną polityczną mapę. Po drugie zdefiniować fundamentalny podział. Po której stronie jesteśmy my, a po której oni.

Opozycja to robi. „Jesteśmy antyPiSem”.

– Nie robi. Bo to jest ustawienie się na mapie, którą narysował Kaczyński. To on ustalił ten podział. A opozycja musi narysować własną mapę i przeciwnika wtłoczyć w to miejsce, które będzie dla niego najbardziej niewygodne.

Marsz Wolności w Warszawie Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

Czyli?

– Najpierw pytanie z zakresu strategii: w które punkty przeciwnika powinna uderzać skuteczna kampania polityczna? Jak pan sądzi?

Trzeba wyszukać najsłabsze punkty i w nie walić.

– Odwrotnie. Trzeba walić w najmocniejsze punkty. Skutecznie kampanie polityczne prowadzi się w ten sposób, że atakuje się strategiczne zasoby przeciwnika. To, z czego przeciwnik jest najbardziej dumny, co uważa za sukces, a pan musi jego sukces zamienić w klęskę.Kiedy zmusisz przeciwnika, by zaczął tłumaczyć się z własnych sukcesów – wygrywasz.

Co zrobił PiS atakując PO w poprzednich wyborach? Co powiedzieli? „Polska w ruinie”. Przecież to było absurdalne! Pendolino, autostrady i tak dalej. Tymczasem oni mówili tak: „Pendolino? Nie stać zwykłego człowieka na bilet za 150 zł”. „Autostrady? To nie jest dla zwykłych ludzi”. „Piękna Polska dla was, a dla całej reszty Polska w ruinie” – tak narysowali tę mapę.

Manipulacja.

– Ależ skąd! Prawda. Mapa – żeby się przyjęła – musi mieć związek z rzeczywistością. Nie może być kompletnie zmyślona, bo ludzie tego nie kupią. PO w kółko się chwaliła, jak bardzo PKB wzrósł za ich rządów. A kandydat Duda na to: „To jest papierowy wzrost gospodarczy”. Sam się zżymałem: „Bzdura! Papierowy wzrost?”. Ale to Duda i PiS mieli rację, bo po prostu prawidłowo przeczytali dane, które wszyscy mieliśmy przed nosem.

Linia wzrostu gospodarczego pięła się bardzo szybko, w ciągu ośmiu lat rządów PO o 25 proc. wzrósł PKB. Tymczasem linia satysfakcji z życia i optymizmu konsumenckiego, która na początku szła w górę mniej więcej równo z linią wzrostu PKB, w pewnym momencie się załamała. Rozjechały się dwie rzeczywistości. Obiektywnie gospodarka pędziła naprzód, a subiektywnie ludzie widzieli, że jest źle. Czy mieli rację, czy nie mieli, to już osobna historia.

A mieli?

– Oczywiście, skoro tak myśleli.

Serio pytam.

– A ja serio odpowiadam.

Jeżeli jesteś politykiem i demokratą, to nie możesz powiedzieć ludziom: „Nie macie racji, bo jest wzrost gospodarczy”. No do jasnej cholery, to nie PKB głosuje, to ludzie głosują!

Schetyna ma na to taką odpowiedź: „Ludzie dali się omamić propagandzie PiS, że jest źle”.

– Tego typu wyjaśnienia to rezygnacja z polityki. Jeśli ludzie są głupi, to po co gadać do głupich?

Tak uważa polska inteligencja. W co drugim wywiadzie z pisarzem czy aktorem jest taka diagnoza: „Naród pokazał, że ma w nosie wolność”. „Ludziom pomachano pięćsetką przed nosem i dali się kupić”. To są cytaty.

– Wiem. I dzięki temu PiS wygra następne wybory.

Opozycja nie przyjmuje do wiadomości faktu, że strategia, którą wybrała jest kompletnie nieskuteczna. W związku z tym powtarza to samo – tylko głośniej – jeszcze bardziej będąc nieskuteczną. A Kaczyński to fantastycznie wykorzystuje. Numer, który od dwóch lat stosuje nazywa się „trzymanie przeciwnika w bliskim klinczu”.

Czyli?

– On celowo bez przerwy wywołuje drobne taktyczne konflikty, żeby nie dać opozycji wytchnienia i żeby nie umiała nabrać dystansu strategicznego. Żeby nie miała chwili na namalowanie własnej mapy i ustalenie nowej linii podziału. Ciągła naparzanka w bliskim klinczu: tu ci dokopię, tam cię zadrapię.

Kiedy opozycja może faktycznie zagrozić Kaczyńskiemu? Właśnie odrywając się od tego klinczu. Musi przestać odpowiadać na te taktyczne zaczepki i po raz piętnasty ogłaszać śmierć demokracji. Kogo to obchodzi?

Nie mówić o demokracji?

– Nie tak! „Demokracja umarła znowu”. Ile razy może umierać demokracja? Kaczyński to robi absolutnie świadomie, chce mieć totalną opozycję i taką ma. To jest jego mapa.

Można bronić demokracji mądrze albo głupio. Myśmy do tej pory bronili głupio. Politycy opozycji, zamiast wsłuchać się w nastroje społeczne, wsłuchują się nastroje swojego zaplecza dziennikarskiego i publicystycznego, które zalewa nas kubłami moralnej paniki. Przestańcie ich czytać! Uspokójcie się i chwilę pomyślcie.

Wtedy publicyści krzykną: „Zdrada! Ulegacie Kaczyńskiemu!”.

– Chcą grać w cyrku Jarosława Kaczyńskiego, niech grają. Napisał im takie role i oni z wielkim zapałem je odgrywają. Efekt jest taki, jaki jest. PiS ma rekordową popularność. I ona będzie rosła.

Nigdy i nigdzie nie udało się wygrać z populistami wygrażaniem i negacją. To jest dolewanie oliwy do ognia. Oni są na to odporni. Trump neutralizuję wszelką krytykę koncepcją „fake news”, a Kaczyński „totalną opozycją”. Populiści mają jedną rzecz: wizję. To jest wizja fałszywa, zwodnicza, ale jest. Jeśli odpowiedzią na nią jest negacja, to się nie da wygrać.

Czyli opozycja ma nie krytykować Kaczyńskiego?

– Ma sobie odpuścić całe to wzmożenie. Werbalna histeria służy wyłącznie PiS, to widać choćby z liczb. Jeśli w sondażu zadasz pytanie o każdą partię z osobna, to PiS dostaje 40 proc., a suma partii opozycyjnych wynosi jakieś 29 proc. Ale jeżeli zadasz pytanie o zjednoczoną opozycję, to w tym momencie ten nowy twór dostaje 35 proc., a PiS-owi – uwaga – poparcie zjeżdża też na 35 proc.

POSŁUCHAJ BIERZYŃSKIEGO w TOK FM. W niedzielę o godz. 9 Jakub Bierzyński będzie gościem audycji Grzegorza Sroczyńskiego „Świat się chwieje”.

I co z tego wynika?

– Żeby wygrać wybory opozycja nie tylko musi zmobilizować własnych wyborców, ale otworzyć szeroko drzwi dla części wyborców PiS, którzy jednak do tej partii się zrazili, bo ten sposób uprawiania polityki, kolesiostwa, korupcji jest dla nich nie do wytrzymania. A co obecnie od opozycji słyszą? „Wybraliście faszystę, byliście głupi”. Spróbuj kogoś przekonać zaczynając od komunikatu: „Uklęknij i przeproś!”. „Dopiero jak się ukorzysz, to może z tobą będę rozmawiał”. Cała ta histeryczna retoryka dokładnie to powoduje. Kaczyński świetnie to wie, dlatego nieustannie podbija bębenek i gra na podział, polaryzację. „Chcecie do nich iść? Zobaczcie! Nazywają was głupimi, mówią, że daliście się kupić za pięćset złotych, mówią, że to przez was ginie demokracja”. I w ten sposób cementuje elektorat, który nie ma dokąd odejść. A obóz demokratyczny – wielce wzmożony – obraża swoich potencjalnych wyborców, mówiąc: „Popieracie faszystę”. To jest doskonała recepta na wygranie kolejnych wyborów przez PiS.

Premier Beata Szydło i jej partyjny zwierzchnik prezes Jarosław Kaczyński podsumowują dwa lata rządów PiS. konferencja w kwaterze głównej Prawa i Sprawiedliwości przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie, 14 listopada 2017Premier Beata Szydło i jej partyjny zwierzchnik prezes Jarosław Kaczyński podsumowują dwa lata rządów PiS. konferencja w kwaterze głównej Prawa i Sprawiedliwości przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie, 14 listopada 2017 Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Czyli co do tych zdezorientowanych wyborców mówić? „No, może się pomyliliście, ale zapraszamy do nas”.

– Nie! Trzeba mówić: „Mieliście rację!”.

Słucham?

– „Mieliście rację, że głosowaliście na PiS”. Bo umowy śmieciowe. Bo program 500 plus wam się należał, a myśmy go przegapili. Bo trzeba było wcześniej ogłosić koniec transformacji. Opozycja musi powiedzieć ludziom prawdę.

Jaką prawdę?

– Że zbudowaliśmy infrastrukturę, nowoczesny przemysł, że dwa na trzy miejsca pracy w przemyśle w całej Europie powstaje właśnie w Polsce, że mamy gigantyczne mocne rolnictwo i generalnie zbudowaliśmy zręby pod dobrobyt. A teraz jest moment, kiedy tym dobrobytem musimy się zacząć bardziej sprawiedliwie dzielić. „Mieliście rację”. Obiecał wam to PiS, głosowaliście na Kaczyńskiego nie dlatego, że byliście głupi, tylko dlatego, że to był słuszny postulat. Tylko problem polega na tym, że PiS was zdradził. Nie chodziło o realizację waszych słusznych postulatów, tylko o uwłaszczenie się na państwie.

Kiedy było tąpnięcie PiS w sondażach? Po akcji „Misiewicze”. Bo pokazywała nieszczerość tej władzy.

Doradzał pan wtedy Petru?

– Tak. Ten Misiewicz nam z nieba spadł. Wzięliśmy go na sztandary: „Misiewicz w każdej gminie!”. Działacze Nowoczesnej zaczęli natychmiast tworzyć listy.

Dlaczego to zadziałało?

– Bo uderzało w najmocniejsze zasoby Kaczyńskiego. „Walczę z sitwą”. A guzik! Instalujesz własną sitwę, jeszcze gorszą. Niestety, kolejna cecha, której brakuje opozycji to wytrwałość. Takie akcje trzeba ciągnąć. Trzeba mówić rano, w południe, wieczorem, że rządy prawicy to wymiana kiepskich elit na elity jeszcze gorsze. „Misiewicz miesiąca”. „Misiewicz roku”.

Sądy? Nie bronimy sądów, bo są ostoją jakiejś abstrakcyjnej idei trójpodziału. Bronimy dlatego, że zwykły obywatel nie ma ŻADNYCH szans w sporze z władzą, gdy prokurator mianuje sędziego.

„O cholera, faktycznie, z wójtem z PiS-u już nie wygram w sądzie” – myśli wtedy obywatel. To ty jesteś zagrożony, szary człowieku, a nie demokracja. Bo jeśli teraz to Misiewicz będzie elitą w twoim miasteczku, a sędzia będzie mianowany przez innego Misiewicza i będzie kolejnym Misiewiczem w todze, to wtedy naprawdę będziesz miał, mój drogi, przesrane. Taka melodia.

A poza tym – to bardzo ważne – PO i Nowoczesna muszą przestać kopać się po kostkach i się zjednoczyć. Powołać nową partię. Jak pójdą do wyborów osobno, to przegrają.

Bo?

– Jeżeli pan spojrzy na sondaże z listopada zeszłego roku i dzisiejsze, to suma elektoratów PO i Nowoczesnej systematycznie się zmniejsza. I to dynamicznie, opozycja liberalna straciła około 10 procent swoich wyborców przez ostatni rok. W dodatku dalej im spada. Natomiast jeśli w sondażu pada pytanie: „Czy byłbyś skłonny głosować na koalicję partii opozycyjnych Nowoczesna plus PO”, to taka koalicja jest znacznie mocniejsza, niż suma tych partii.

Dlaczego?

– Nowy twór z nową nazwą jest w stanie ogłosić. „Teraz patrzymy w przyszłość”. Ludzie chcą zmiany.

Ale to będą te same twarze!

– Nie. To będzie inny Schetyna i inny Petru. Bardziej wiarygodni.

Niby dlaczego?

– Bo wyborcy zobaczą, że wznieśli się ponad własne ego. Mówili od dwóch lat: sytuacja jest poważna, grozi nam autorytaryzm. I zrobili coś poważnego: zjednoczyli się wbrew wszystkim urazom i partyjnym interesom. Czyny stają się spójne ze słowami.

Ale najważniejsze, co ludzie muszą od opozycji usłyszeć: „Popełniliśmy błąd”. „Mieliście rację, że daliście nam po tyłku”.

Opozycja ma się kajać?

– Przyznanie się do błędu, to nie jest kajanie. To pokazanie odwagi i siły. „Daliście nam nauczkę, bo zapomnieliśmy o człowieku. I daliście nam taki wycisk, że do tej pory nas dupa boli. Od teraz miarą naszego sukcesu będzie jakość życia zwykłych ludzi. Nigdy już nie będziemy pieprzyć o PKB w oderwaniu od ludzi”.

I tak powinno wyglądać przemówienie Schetyny na kongresie tej nowej partii?

– Mniej więcej. Wychodzi poważny, nie wśród braw i muzyki, tylko w ciszy, mocno skupiony i mówi: „Zapomnieliśmy o człowieku”.

Grzegorz Schetyna po ogłoszeniu wyników wyborów na przewodniczącego Platformy Obywatelskiej. Był jedynym kandydatem na szefa PO. Warszawa, 26 stycznia 2016 r. Grzegorz Schetyna po ogłoszeniu wyników wyborów na przewodniczącego Platformy Obywatelskiej. Był jedynym kandydatem na szefa PO. Warszawa, 26 stycznia 2016 r.  SŁAWOMIR KAMIŃSKI

Serio?

– Miałby skok notowań i zaufania. „Nie powtórzę tego błędu”. Odzyskałby wiarygodność.

Na tej nowej mapie politycznej ktoś, kto by się przyznał do błędu nie byłby na straconej pozycji. Przeciwnie. W ogóle nie rozumiem dlaczego w polskim życiu publicznym panuje przekonanie, że nie wolno się do błędu przyznawać. Przecież to jest pokazanie siły. „Stać mnie na to!”.

A ludzie to zrozumieją?

– Oczywiście! Mało tego, ponieważ jest to tak rzadki, niesamowicie rzadki przypadek, to tym bardziej to doceniają. „Wow, ma gość charakter”.

POSŁUCHAJ BIERZYŃSKIEGO w TOK FM. W niedzielę o godz. 9 Jakub Bierzyński będzie gościem audycji Grzegorza Sroczyńskiego „Świat się chwieje”.

Pokazanie własnej siły to jest klucz do sukcesu w polskiej polityce. To było widać przy okazji kryzysu sejmowego z początku roku. Został wygrany przez brutalną siłę Kaczyńskiego, budżet uchwalono w sali kolumnowej, opozycja została upokorzona, a notowania PiS skoczyły do 40 procent. Dlaczego? Bo nie tyle obrona demokracji jest nośmy hasłem, ale pokaz siły. Sprawczość. „O kurcze, on może”. „Walnął pięścią w stół, pogonił ciamajdan”. Opozycja też musi pokazać siłę, żeby odzyskać wyborców.

Ale jak? Zgłasza wotum nieufności do jakiegoś ministra, to ją przegłosowują.

– Jak jesteś w opozycji to siłę pokazujesz w inny sposób. Po pierwsze – już o tym mówiłem – trzeba wyjść i powiedzieć: „Przepraszam”. Tylko człowieka o silnym charakterze stać na taki gest. Po drugie opozycja musi zacząć Kaczyńskiego chwalić.

Chwalić?

– Chwalenie jest najprostszym niekonfliktowym sposobem budowania własnego autorytetu.„To jest super program i się nam podoba. A to zrobiliście źle”. Mam wtedy władzę sądzenia nad tym, co ktoś inny robi.

Totalna opozycja to jest totalne nieporozumienie. W tym momencie pozbawiasz się całej władzy sądzenia. Stajesz się niewiarygodny. PiS mówi tak: „My wprowadzimy reformę, ale oni i tak nas będą krytykować, za wszystko nas krytykują, bo już tacy są”. Wobec tego ludzie są uodpornieni na krytykę. Ta krytyka przestaje działać. Zamienia się w rytuał, uzus, dziecko psoci, matka krzyczy.

Opozycja cały czas mówi: „PiS to, PiS tamto, Kaczyński zrobił to, Kaczyński zrobił tamto”. Komentują w kółko to, co zrobi PiS. W ten sposób mylą publicystykę z polityką. Publicystyka to jest omawianie w studiu telewizyjnym tego, co ktoś zrobił. A polityka to jest robienie tego, co inni będą omawiać

Czyli tylko PiS uprawia politykę?

– Otóż to. I ma pan odpowiedź na pytanie, skąd te 40 proc. poparcia. Bo oni robią politykę,  a opozycja uprawia publicystykę. I pokazuje własną słabość.

Moralna panika opozycji – „Autorytaryzm!”, „Zaraz będą obozy!” – ma jeszcze jeden fatalny skutek. Daje obozowi władzy patent na zabijanie. To jest recepta na bezkarność dla Kaczyńskiego. Im bardziej opozycja krzyczy o obozach, tym bardziej prawdopodobne, że te obozy będą.

Bo?

– W takiej atmosferze Kaczyński może zrobić wszystko: rozwalić sądy, zniszczyć media, totalnie się uwłaszczyć na państwie, a nawet sfałszować wybory i nie ma jak mu tego zabronić. Bo skoro trwa histeria, to żadne słowa nie mają już znaczenia. A ścieżką do wywoływania tej histerii jest nieustanny konflikt.

Na czym polegał przełom w ostatnim przemówieniu Schetyny na ostatnim kongresie Platformy? Nie na nowym programie, czyli „totalnej propozycji”, która jest funta kłaków warta, ale na tym, że przez pół godziny gadania ani razu nie powiedział „PiS”. Alleluja, nareszcie! Przestał świecić światłem odbitym, a zaczął świecić własnym.

Kaczyński robi straszne rzeczy, a oni mają o tym nie mówić?

– Pokazywać własne propozycje. Podam przykład ze szkoleń PR, który dobrze wyjaśnia ten mechanizm. Niech pan sobie wyobrazi, że matka mówi do córki nastolatki: „Masz brzydką sukienkę”. Co się stanie? Córka zacznie się bronić. „O co ci chodzi? Sama ją wybrałam, ten kolor mi odpowiada, ta długość jest w porządku”. Czyli utwierdza się w przekonaniu, że ta sukienka nie jest brzydka. Ale jeśli tej samej dziewczynie w tej samej sukience powiesz: „Zobacz, jaka piękna sukienka” – wskazując na inną. „O kurcze, rzeczywiście. Może ta moja nie jest taka fajna?” – pomyśli. W polityce jest tak samo. Pokażcie ludziom spójną, wiarygodną, ciekawą wizję, pokażcie świat, który chcielibyście po nowemu urządzić. I oni patrząc na to pomyślą: „Ten PiS już mi się tak bardzo nie podoba”.

Jarosław KaczyńskiJarosław Kaczyński fot. Łukasz Krajewski / Agencja Gazeta

Ale jaka to powinna być wizja?

– PiS ma dwa mocne punkty: „zmianę” i „zwykłego człowieka”. W tych dwóch punktach powinno się zaatakować prawicę. Oni muszą się zacząć tłumaczyć! Wie pan, kiedy opozycja wygra z PiS? Kiedy prawicowi publicyści zaczną się tłumaczyć, że oni naprawdę tego szarego człowieka reprezentują.

Jednym z najtrudniejszych problemów, z którym opozycja nie potrafi sobie poradzić, to jest pakiet socjalny PiS. Nie chodzi tylko o 500 plus, ale też o płacę minimalną, godzinową stawkę minimalną. W dodatku drastycznie spadło bezrobocie, co powoduje, że ludzie czują się bezpieczniej w pracy i mogą wreszcie tym upiornym polskim szefom stawiać warunki. Opozycja musi to zrozumieć: milionom ludzi w Polsce żyje się za rządów PiS po prostu lepiej.

I co z tym robić?

– Masz trzy wyjścia. Możesz robić to, co do tej pory, czyli uprawiać negację. „To jest nieprawda, zaraz się skończą pieniądze, budżetu na to nie stać, to jest wszystko na kredyt, zaraz się wszystko zawali”. Ludzie tak naprawdę słyszą: „Wy na to nie zasługujecie”. Przejecie to. Przepijecie. I w ogóle będzie katastrofa.

„Druga Grecja” – to powtarza w TVN24 Janusz Lewandowski.

– Fantastyczny przepis na polityczne samobójstwo. Bo ludzie chcą wierzyć, że się uda. Chcą uwierzyć PiS-owi. Opozycja oferując im jedynie negatywną narrację obsadza się w roli złej wiedźmy, która przepowiada jakąś „hatakumbę”. Z tych dwóch narracji – opozycyjnej i pisowskiej – wybiorą tę pozytywną.

Drugi sposób na socjalny pakiet PiS to licytacja na populizm, co obecnie uprawia Schetyna. Tylko że licytacja z populistami to jest absurd. Schetyna powiedział ludziom: „Damy 500 plus na pierwsze dziecko”. To kosztuje 20 mld złotych! „Damy trzynastą emeryturę”. To kolejne 17 mld złotych. Przez dwa lata mówią, że zaraz się budżet zawali, bo nie stać nas na program 500 plus, a dzisiaj dorzucają 37 mld! Skąd na to wezmą pieniądze? PiS ich rozjedzie!

Nie wolno się licytować na populizm z populistami. Jako partia liberalna jesteś w tej licytacji kompletnie niewiarygodny.

Populizm u populistów jest elementem projektu politycznego. I u nich jest wiarygodny. A u ciebie to jest typowa kiełbasa wyborcza. I teraz po takiej deklaracji Schetyna chce pouczać PiS, że przekupuje ludzi kiełbasą wyborczą? Przecież roześmieją mu się w twarz.

To co innego ma robić?

– Neutralizacja. Jedyna dobra strategia na pisowski pakiet socjalny. Mówisz ludziom, że 500 plus to jest oczywista oczywistość. Każdemu się należy. „Przepraszam, że sam na to nie wpadłem, kiedy rządziłem. Powinienem zrobić to samo”. I tyle. Totalnie to bagatelizujesz. Przestajesz z tego robić jakąś niesamowitość, obdzierasz z tego nimbu wielkiej sprawy, ogromnego wysiłku. I tego daru, który dobra władza – wbrew okrzykom elity, że pieniędzy nie starczy – dała ludziom. „500 plus jest oczywistą oczywistością. My też będziemy to robić, każdy by to zrobił”.

A poza tym – już to mówiłem – powinni czym prędzej ogłosić koniec transformacji.

Co to znaczy ogłosić koniec transformacji?

– Chodzi o uderzenie w drugi mocny punkt PiS, czyli „zmianę”. Opozycja musi zdefiniować symboliczną cezurę między przeszłością a przyszłością. Zakończyć pewien rozdział, ale niekoniecznie mówiąc, że wszystko było złe. „Wtedy trzeba było budować zręby nowoczesnego państwa, infrastukturę, skupiać się na inwestycjach, a nie na konsumpcji, bo budowaliśmy nową Polskę. Ale w pewnym momencie trzeba powiedzieć dość. I myśmy nie zauważyli tego momentu”.

Musieliby schować tych, którzy zaciekle bronią III RP w mediach: Balcerowicza, Lewandowskiego.

– Oczywiście. Tak jak Kaczyński schował Macierewicza, tak opozycja powinna schować Balcerowicza. Dystans do niego był moją pierwszą radą dla Ryszarda Petru przy zakładaniu Nowoczesnej. „Jak najdalej”.

Jak mu to pan tłumaczył?

– „Możesz bardzo cenić dentystę, który wyciął ci ogromny ropień i uratował życie. Ale nie będziesz jego przyjacielem, nie będziesz go dobrze wspominał, bo to bardzo bolało. I Balcerowicz jest dokładnie taką postacią. Bardzo bolało i trzymajmy się od niego jak najdalej”.

Powiedzenie ludziom „zamykamy okres transformacji” pozwoliłoby opozycji się uwiarygodnić. Powiedzieć: „Ok, zrobiliśmy błąd nie polegający na tym, że wszystko było źle. Błąd polegał na tym, że nie zauważyliśmy momentu, kiedy należało zmienić strategię. I przez to otworzyliśmy drzwi dla populistów, którzy nie liczą się z nikim, tylko chcą zagrabić maksymalną ilość władzy dla siebie”.

Ze swoim hasłem „zmiana” PiS ma kłopot. Jest szczelina w tym murze, niespójność, a mianowicie polityka historyczna. Czy PiS się kojarzy ze zmianą? Nie bardzo. Niech sobie Kaczyński weźmie te husarskie pióra, niech odbudowuje zamki Chrobrego. Proszę bardzo. Niech stawia tysiąc kolumn na stulecie niepodległości. Pięknie! Będzie widać, że to nie żadna zmiana, tylko wyciąganie staroci z piwnicy. Opozycja ma szansę opowiedzieć o zmianie innym językiem. Wtedy polityka historyczna stanie się kulą u nogi Kaczyńskiego.

Czyli gdyby Gronkiewicz-Waltz zamiast im utrudniać budowanie tych pomników…

– Zostawiła im wolną rękę? Oczywiście! Byłoby to politycznie skuteczniejsze. Pobudowali by dziesięć pomników i ludzie by to widzieli. O to dokładnie chodzi. Bo fajnie pójść do muzeum – od czasu do czasu – ale człowiek nie chce w muzeum żyć.

PiS wygrał wybory, bo obiecał ludziom koniec transformacyjnej polityki zaciskania pasa i sprawczą rolę państwa w wielu dziedzinach. I to robi. Obiecał uszczelnienie podatków – uszczelnia. Obiecał 500 plus – wypłaca. Obiecał płacę minimalną za godzinę – jest. Bardzo rosną wskaźniki deklaracji udziału w wyborach. Dzisiaj przekroczyły 60 procent, do tej pory były poniżej 50 proc. PiS uruchomił ogromny rezerwuar poparcia ludzi, którzy nie chodzili na wybory z prostego powodu: „Od mojego głosu nic nie zależy, politycy nie dotrzymują obietnic, to wszystko jest lipa”. Nagle zobaczyli, że coś się dzieje. Pójdę na wybory, bo będę bronić moich przywilejów socjalnych. Mój głos ma znaczenie.

Czyli właściwie ten cały PiS jest ok. Dotrzymują słowa, zauważyli koniec transformacji…

– Nie jest ok. Nie będę nigdy im doradzać z jednego powodu: to jest naprawdę autorytarna populistyczna partia. Nie traktują swoich postulatów poważnie. To dobrze skonstruowany polityczny humbug, który ma im dać całą pełnię władzy wraz z systemem sądowniczym. I to jest cel Kaczyńskiego: posiadania niczym nieograniczonej władzy.

A co w PiS kompletnie leży?

– Cztery rzeczy. Po pierwsze nie musieli wkopywać się w obniżanie wieku emerytalnego. Mogli powiedzieć: „Macie pakiet socjalny, z tymi emeryturami trochę przesadziliśmy, policzyliśmy teraz, budżet się nie spina, sorry”. Nic by im w sondażach nie spadło. A teraz siedzą na bombie, która ich może wysadzić w powietrze. Wcale nie 500 plus, bo na to nas stać. Emerytury to 70 mld co roku do systemu, za chwilę będzie 100 mld, a potem 200 mld! Będą udawać, że problemu nie ma, aż do momentu, kiedy nie starczy pieniędzy na wypłaty dla nauczycieli. Czyli żywej gotówki w skarbcu. Nie będzie kasy. A jeśli nie będzie na pensje, to tu zapłoną samochody i to będzie koniec PiS. Obniżając wiek emerytalny bez sensu sobie ograniczyli pole manewru, nie mogą dać na służbę zdrowia, nie będą mieli pieniędzy na reformy w innych ważnych dziedzinach.

Drugi słaby punkt to niespójność prawicowej wyobraźni. Z jednej strony mówią: „Polacy, fantastyczni ludzie, wielki, bohaterski naród”. A zaraz potem: „Wszyscy kradną, złodzieje, same afery w Polsce”. Równoczesna idealizacja Polaków i totalny brak zaufania do nich. Sprzeczność, która będzie coraz bardziej widoczna.

Trzecia rzecz: Antonii Macierewicz. To jest granat z wyjętą już zawleczką, tylko nie wiadomo, kiedy wybuchnie. Typowy mitoman: opowiada niestworzone rzeczy, jednocześnie tysiąc kolumn stawia, buduje strzelnice w każdej gminie, tysiąc dronów ma latać, helikoptery z Ukrainy, gonitwa myśli. Ten człowiek nie odróżnia swoich wyobrażeń od rzeczywistości. Projektuje coś w głowie i uważa, że tysiąc dronów już tam jest, powstały siłą jego woli.

A czwarty problem PiS to konflikt z Dudą.

Opozycja powinna grać na Dudę?

– Zawsze powinna grać na podział w obozie władzy. Tymczasem oni mówią o tym konflikcie: „Ustawka”. I że Duda nie lepszy od Kaczyńskiego. To jest trochę przerażające, że oni tak bardzo nie potrafią myśleć. Jak rozmawiam z politykami opozycji, to mam wrażenie, że oni wręcz chcą, żeby ten Duda wrócił w objęcia Kaczyńskiego. Chcą mieć czarno biały obrazek. My jesteśmy dobrzy, oni są źli. Prosta dychotomia.

Prezydent Andrzej Duda oświadcza, że zawetuje pisowskie ustawy ograniczające niezależność sądownictwa (o KRS i Sądzie Najwyższym). Warszawa, 24 lipca 2017Prezydent Andrzej Duda oświadcza, że zawetuje pisowskie ustawy ograniczające niezależność sądownictwa (o KRS i Sądzie Najwyższym). Warszawa, 24 lipca 2017 Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

A co opozycja powinna z Dudą robić?

– Grać na podział! Technicznie to jest dość proste. Idziesz na spotkanie z prezydentem, wychodzisz do dziennikarzy, robisz tajemniczą minę i mówisz: „Odbyliśmy bardzo dobre spotkanie z panem prezydentem. Ciekawą, dogłębną rozmowę. W wielu sprawach się nie zgadzamy, ale jest też parę fundamentalnych kwestii, naprawdę ważnych, co do których mamy to samo zdanie”. I dodajesz, że nie możesz więcej powiedzieć, bo z panem Prezydentem tak ustaliliście. Kropka. Kaczyński ze swoją obsesją na punkcie spisków myśli: „Dogadali się! Już ten Duda kombinuje!” I rzuca się na niego jak wściekły pies, bo on zawsze tak reaguje. Przez te lata, które byłem w polityce jedno było pewne: nigdy nie pomyliłem się co do reakcji Jarosława Kaczyńskiego. Wiadomo, co zrobi pies jak zobaczy kota i wiadomo, co zrobi Kaczyński, jak wyczuje, że przy stoliku zaczyna się toczyć jakaś gra: podbije stawkę. Nigdy się nie cofnie, zawsze wylicytuje więcej, zawsze mocniej walnie, zawsze będzie bardziej krzyczał. Proste. Nie wymaga wielkiej strategii, żeby wiedzieć, co on zrobi. Więc trzeba mu pokazać kota. A ten się rzuci na Dudę. Pozamiatane.

Kaczyński przez lata był obsadzony przez Tuska w roli szalonej małpy w klatce. I jak tylko Tuskowi spadały notowania, to prętem po klatce przejechał, a tamten robił „Łaaaaa!!!”. Teraz role się odwróciły. Kaczyński fantastycznie umie kopać w klatkę z opozycją w środku. Prowokuje. Krzyczy o mordach zdradzieckich. „Komuniści i złodzieje”. „Drugi sort”. Z wyrachowania. I świetnie się tym bawi.

Komentarze

Ewa

24 listopada 2017

Zgadzam się w 100%

Jacek Pi

25 listopada 2017

Panie Jakubie,
bardzo celna diagnoza, czy byłby Pan skłonny rozważyć włączenie do niej pewnych dodatkowych uwag związanych z realiami naszego otoczenia gospodarczego. W Pana tekście nie ma żadnej wzmianki o tym że mamy do czynienia z taką koniunkturą jakiej Europa nie widziała od kilkudziesięciu lat. To ta koniunktura finasuje 500+, i wzrost wynagrodzeń. Wystarczy że cykl koniunkturalny wejdzie w fazę spadkową a to co Pan przedstawia jako pewniki zaczną być fikcją.
Ogłasza Pan koniec transformacji ale jest Pan uprzejmy zapominać o tym że transformacje to dzisiaj właściwie stan permanentny. Już powinnismy reagować na wyzwania czwartej rewolucji przemysłowej. Jako ilustrację pozwolę sobie przypomnieć Panu przykład niedawno uruchomionej w Niemczech fabryki butów Adidasa. Dawniej taka fabryka była w Bangladeszu i zatrudniała 1000 ludzi. Po przeniesieniu do Europy i wyposażeniu w automaty zatrudnia 150 osób. Nie muszę Panu tłumaczyć że jeśli podobne fabryki postawią Francuzi, Anglicy czy Szwedzi to nasza tania i nieźle wykwalifikowana siła robocza stanie się niepotrzebna. I znowu pewniki które jest Pan uprzejmy eksponować (minimalna płaca, wzrost wynagrodzeń, pewność zatrudnienia) staną się strasznie trudne do utrzymania. A nasza odpowiedź bedzie praktycznie niemożliwa bo środki na modernizację naszych fabryk po prostu wcześniej przejemy. Będę zobowiązany jeśli napisze Pan tekst przedstawiający prognozę rozwoju sytuacji przy uwzględnieniu powyżej opisanych czynników. Szczegółowe dane można bez kłopotu znaleźć w sieci, wystarczy chcieć – mam nadzieję że pamięta Pan stosowny cytat z „Wesela”.

żyletka

26 listopada 2017

Dziękuję panu J.B. za tę b. celną ocenę obecnego stanu politycznego w Pl. i J.Pi. za uzupełniający komentarz, szkoda tylko, że jedyna nadzieja w tym, że wrócimy do demokracji, wolności i cywilizowanej Europy dopiero po krachu koniunktury w tejże Europie, bo na naszą opozycję narazie trudno liczyć, a powinna ona te rady wziąć sobie głęboko do serca!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *