Nie epidemia, ale wywołana epidemią panika może zmieść władzę PiS (Onet.pl)

16 marca 2020

Polska polityka znalazła się w oku cyklonu. Czy władza Prawa i Sprawiedliwości wyjdzie z tej burzy wzmocniona czy wręcz odwrotnie, padnie ofiarą wirusa, a precyzyjniej, paniki nim wywołanej? Start był dla rządu bardzo dobry. Potem było już im dalej, tym gorzej.

Polska polityka znalazła się w oku cyklonu. Czy władza Prawa i Sprawiedliwości wyjdzie z tej burzy wzmocniona czy wręcz odwrotnie, padnie ofiarą wirusa, a precyzyjniej, paniki nim wywołanej? Start był dla rządu bardzo dobry. Potem było już im dalej, tym gorzej - pisze dla Onetu Jakub Bierzyński*.

 

Minister zdrowia zdał egzamin

Sytuacja wymusiła zawieszenie broni pomiędzy władzą a opozycją

Drastyczne działania rządu spowodowane są słabością, nie siłą. Ich cena będzie bardzo wysoka

Kampania Andrzeja Dudy utknęła w miejscu. Kościół stał się dla niego poważnym obciążeniem

Każda decyzja w sprawie wyborów będzie trudna

Dwa tygodnie temu pisałem w Onet.pl, że o wynikach wyborów rozstrzygnie koronawirus. Przebieg wypadków zdaje się potwierdzać te przewidywania. W tej chwili w Polsce żaden inny temat się nie liczy. Wszystko komentowane jest z perspektywy rozszerzającej się epidemii.

W jednym czasie działają dwa przeciwstawne trendy. Jeden to naturalny odruch jedności w obliczu zagrożenia, gromadzenie się wokół władzy. Drugi odwrotny – narastająca panika podważa zaufanie do rządu, ludzie wątpią w skuteczność jego działań. Stąd tylko krok do wskazania winnego kryzysu, przegrania wyborów i utraty władzy.

Dobry wstęp

Minister zdrowia okazał się człowiekiem opanowanym, racjonalnym, budzącym zaufanie. Łukasz Szumowski zdał egzamin. Nie uprawia propagandy, nie koloryzuje, często i rzetelnie informuje o przebiegu wypadków. Stara się przewidywać trendy i uprzedzać fakty. Zapowiada wysokie, lecz prawdopodobne liczby zachorowań i zgonów. Racjonalną komunikacją próbuje uprzedzać zaskoczenia, łagodzić panikę.

Po pierwszym okresie czekania na epidemię i władza, i opozycja przestały popełniać szkolne błędy. Opozycja bezzasadnie oskarżyła rząd o ukrywanie przypadków zachorowań narażając się na słuszne zarzuty o sianie paniki. Władza odrzuciła projekt specustawy zgłaszanej przez opozycję przed nadejściem epidemii. Obie strony chyba doszły jednak do wniosku, że konfrontacja im się nie opłaca. Opinia publiczna wymusiła tymczasowe zawieszenie broni.

Spirala strachu

Pomimo tego, skala paniki przerasta najśmielsze oczekiwania. Lęk nasilił się po pierwszej ofierze śmiertelnej. Doszliśmy do sytuacji, w której paniczne zachowania wywołują kolejną falę zbiorowej histerii. Zjawisko przybrało formę samonapędzającej się spirali strachu.

Firmy masowo delegują pracowników do pracy z domu. Urzędy zamykają podwoje, a sądy zawieszają rozprawy. W Warszawie zamknięto trzy stacje metra po doniesieniu o tym, że jeden z pasażerów źle się poczuł. Zamknięcie granic może być kolejnym krokiem w walce z koronawirusem. Walce czysto propagandowej. Ale skoro realne zasoby są nikłe, trzeba zrobić co można, by wywołać wrażenie, że rząd jest stanowczy, podejmuje środki zaradcze, skutecznie chroni obywateli, panuje nad sytuacją.

Ta strategia, choć nakręca spiralę strachu, jest jak do tej pory skuteczna. Do czasu, gdy rzeczywistość powie „sprawdzam”.
A to dopiero początek

Jest przecież pewne, że to dopiero początek epidemii. Jeśli zamknięto szkoły, urzędy, sądy, do zamknięcia biur wezwano przy pierwszych 50 przypadkach i jednej ofierze śmiertelnej, to co zrobimy, gdy będzie setka zgonów, a chorych tysiące? Zamkniemy się w domach? Wszyscy?

Panika ma dwa napędzające się wzajemnie źródła. Pierwsze to nadmierne działania rządu i administracji. Polityka wyłączania kraju jest odwrotna do doświadczeń brytyjskich – gdzie postanowiono nauczyć ludzi żyć z wirusem, lub niektórych państw azjatyckich, gdzie na skalę masową wprowadzono testy i zamiast zamykać stopniowo instytucje kraju izolując wszystkich od wszystkich, izoluje się jak najszybciej faktycznie zarażonych.

Problem polega na tym, że polskie państwo nie jest gotowe do realizacji żadnej z obu opisanych wyżej strategii. Nie ma wystarczającej liczby testów. Służby sanitarne nie są w stanie prowadzić prewencji na tak szeroką skalę. Mam wrażenie, że drastyczne działania rządu spowodowane są słabością, nie siłą. Gdy naprawdę przyjdzie godzina próby, polski system opieki medycznej może się załamać. Dlatego za wszelką cenę należy ograniczyć epidemię zanim do tego dojdzie. Nawet za cenę paniki.

Koszty

Koszty takiej polityki będą ogromne. Te gospodarcze są trudne dzisiaj do wyobrażenia. To nie tylko bankructwa zagrożonych branż (transport, turystyka, imprezy masowe) ale ograniczenie lub załamanie działalności całych dziedzin gospodarki. Jeśli ludzie zaczną się bać wychodzić z domów, staną fabryki i usługi.

Koszty paniki będą niewyobrażalne. Paniki nieadekwatnej do zagrożenia. Paniki wywołanej nieoswojonym lękiem. Przypomnę, że z powodu smogu umiera w Polsce 45 tys. osób rocznie, czyli 120 ofiar dziennie i ludzie nie blokują dostaw węgla do elektrowni. Codziennie umiera 300 osób na raka, a kioski nadal sprzedają papierosy. Do koronawirusa musimy się przyzwyczaić tak jak do raka i smogu. Nie zniknie. Dlatego droga brytyjska wydaje się racjonalna.

Nieufność

W Polsce taka polityka jest niemożliwa także z powodu bardzo niskiego poziomu zaufania do państwa. Polacy, niezależnie od opcji politycznej, wiedzą że mamy państwo z papieru. Służba zdrowia była niewydolna już przed nadejściem wirusa. Jej ostatnia reforma skutkowała dwukrotnie wydłużonymi kolejkami do lekarza, tragediami na szpitalnych oddziałach ratunkowych i to pomimo drastycznego wzrostu wydatków.

Za parę dni ta sama służba zdrowia będzie musiała zderzyć się z tysiącami chorych. Godzina prawdy nadchodzi bardzo szybko. Zapasy środków ochrony osobistej (maseczki, rękawiczki, gogle, kombinezony itp.) wystarczą na 2-3 dni. Rząd, który ma uruchomić dostawy z Rezerwy Zapasów Materiałowych nie odpowiada na prośby administracji lokalnej. A gdy kombinezonów zabraknie? Co będzie dalej? Zamkniemy szpitale?

Pułapka

Rząd staje się chcąc nie chcąc ofiarą własnej polityki. Za wszelką cenę próbuje ograniczyć liczbę zachorowań na wczesnym etapie po to, by nie dopuścić do załamania się systemu pomocy. Wywołuje tym panikę, która jak samonapędzający się mechanizm powoduje przeciążenie tegoż systemu w krótkiej perspektywie i ogromne koszta gospodarcze w długiej.

Nie ma wyjścia z tej pułapki. Za parę dni zaklęcia już nie wystarczą i rzeczywistość wyjdzie na jaw. To będzie moment, gdy opozycja zacznie zbierać punkty. „Nie dają rady!”, „Kraj w rozsypce”, „Silne państwo to mit”. Tego nie da się zamieść pod dywan. Żadna propaganda nie przykryje załamania służby zdrowia. Nawet najtwardsi zwolennicy dobrej zmiany mogą zwątpić w obliczu porażki. Bo chodzi tu o rzecz najważniejszą – o zdrowie i życie najbliższych, a w tym przypadku nie ma taryfy ulgowej. Albo szpitale działają, albo nie. Im większe lęki dzisiaj, tym silniejsza reakcja na problemy w służbie zdrowia jutro. PiS nie miał wyjścia, zagrał va bank i najprawdopodobniej przegra.

Kampania na ślepym torze

Tym bardziej, że załamała się kampania Andrzeja Dudy. Kolejne obietnice są dzisiaj nieadekwatne, a wychwalanie własnych sukcesów groteskowe. Jedyne, co Andrzejowi Dudzie zostało, to modlitwa. Modlitwa o to, by system zdrowia nie załamał się pod szybko narastającą ilością pacjentów. Jeśli zabraknie maseczek w szpitalach, jeśli nie będzie testów opozycja spyta: gdzie są te 2 mld zł na propagandę? Czy TVP wyleczy wirusa równie skutecznie jak miała leczyć raka? Epidemia może zmieść Dudę jak kłębek kurzu.

Kościół na spalonym

Dotychczasowy potężny sojusznik prawicy, Kościół katolicki, stał się nagle dla niej obciążeniem. Hasła o zagrożeniu LGBT w czasach zarazy wydają się absurdalne. Biskupi bronią się jak mogą przed zamknięciem kościołów i odwołaniem mszy. Powody są oczywiste. Po pierwsze finansowe – brak mszy oznacza brak wpływów na tacę. Po drugie ideologiczne – księża marzą o niesieniu pomocy duchowej swym przerażonym epidemią owieczkom, utwardzając wiarę, a zatem wpływy i władzę.

Niestety, powtórka z czasów czarnej śmierci jest dzisiaj niemożliwa. Świadomość mechanizmu szerzenia się zarazy powoduje, że księża nawołując do nabożeństw brzmią groźnie, a katoliccy publicyści majaczący o wyższości życia wiecznego nad ziemskim budzą przerażenie.

Mąż pierwszej ofiary epidemii był szafarzem. Cztery dni przed śmiercią własnej żony posługiwał do mszy, będąc nosicielem wirusa. Nabożeństwo było przyczyną zarażenia ponad 500 osób w Korei Płd. Tymczasem Kościół uparcie odmawia zawieszenia nabożeństw, niechcący obnażając bezsilność władzy.

Premier nie odważy się pójść drogą swojego włoskiego kolegi i zakazać mszy. Boi się wściekłości Kościoła. Tymczasem lęk obraca się przeciw niemu. Biskupi brzmią tak anachronicznie, że aż groteskowo. Morawiecki wygląda coraz bardziej bezradnie. Panika narasta.

Wybory – wcześniej źle później jeszcze gorzej

Tymczasem nadchodzi data wyborów. Jarosław Kaczyński stanie przed bardzo trudną decyzją: czy przesunąć datę wyborów powołując się na stan klęski żywiołowej czy nie. Wczesne wybory mogą być dla PiS niekorzystne. Wybory prezydenckie będą wotum zaufania dla całego obozu prawicy. Bez wątpienia za sukces lub porażkę w walce z epidemią wyborcy wystawią rachunek prezydentowi przy urnach.

Wyborcy prawicy z przewagą osób starszych, bardziej narażonych na ryzyko choroby, mogą w większym stopniu bać się wyjść z domów i mogą nie pójść do wyborów. Przesunięcie daty elekcji na przyszłość też nie jest dobrym wyjściem. Im dłużej płynie czas tym bardziej widoczne będą katastrofalne skutki gospodarcze epidemii. Nie ma mowy o nowych obietnicach, nie starczy pieniędzy na spełnienie starych.

Gdy wzrost gospodarczy zacznie oscylować wokół 1 proc. PKB, wpływy do budżetu nie pozwolą na wypłatę 500+, dodatkowych emerytur, dopłat do prądu i tak dalej. Wyborcy mogą srodze ukarać władzę za koniec polityki rozdawnictwa, do której już zdążyli się przyzwyczaić.

Szybko źle, późno jeszcze gorzej. Nie epidemia, ale panika wywołana epidemią może zmieść władzę Jarosława Kaczyńskiego. Teraz rząd sieje wiatr, jutro zbierze burzę.

Jakub Bierzyński

Komentarze

jozue

18 marca 2020

Marzenia jak Michnika o Komorowskim. Zakonnica na pasach i takie tam …..Andrzej Duda wygra w pierwszej turze. I cała ta demagogia i wykształcenie nie warte funta kłaków będzie. POra na polityczną emeryturę.
PIS z każdym rokiem zyskuje wyborców. Po czterej latach zyskał 2 miliony nowych i po następnych czterech latach będzie następnych 2 miliony wyborców. A to już przełoży się na ponad 50%.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *