Niezależne media publiczne? Po tym, co zrobiło PiS, jest tylko jedno rozwiązanie. (Newsweek 11.12.2023)

22 grudnia 2023

Spróbujmy być mądrzy po szkodzie. Jakie wnioski wynikają z tej ponurej historii? Z perspektywy doświadczenia zagrożenia dyktaturą o mediach powinniśmy myśleć jako o najważniejszym bezpieczniku demokracji. A to prowadzi do radykalnych wniosków.

Donald Tusk ogłosił zmiany w TVP jako priorytet swoich rządów. Trudno się dziwić. W tej kwestii obaj główni adwersarze polskiej sceny politycznej są zgodni – media są kluczem do władzy.

Wolne, niezależne media są fundamentem demokracji. W dyktaturze to podstawowe narzędzie władzy i kontroli. W projekcie zmiany ustroju, jaki zapowiadał Jarosław Kaczyński, media grają fundamentalną rolę. “Przewaga medialna” była dla prezesa PiS podstawowym argumentem dla przejęcia publicznej telewizji i radia. To dzięki mediom kreuje się rzeczywistość, w której głosują wyborcy. Ten, kto narzuci swój obraz tej rzeczywistości, wygrywa.

Dla PiS TVP była pierwszym politycznym łupem i najważniejszym narzędziem utrwalania władzy. Czy po traumatycznym doświadczeniu autorytarnych rządów można jeszcze przywrócić niezależność mediów publicznych? Czy w Polsce jest szansa na apolityczne, niezależne media publiczne? Czy odbudowanie zniszczonych standardów jest możliwe?

Dyskusja, jaka rozgorzała po wygranych przez dotychczasową opozycję wyborach, wskazuje, że jesteśmy dalej od realizacji tej idei niż kiedykolwiek. Niezależne media publiczne są mrzonką. W podzielonym społeczeństwie w stanie permanentnej wojny nie ma miejsca na bezstronne media będące własnością państwa. Tego raka nie da się wyleczyć, trzeba go wyciąć.
***

Co do tego, że PiS doprowadziło media publiczne do stanu kompletnego upadku, nie ma co przekonywać. TVP i Polskie Radio stały się de facto tubami propagandowymi rządzącej partii. O bezstronności nie ma co mówić. Od 60 do 80 proc. czasu antenowego TVP poświęca się politykom Prawa i Sprawiedliwości. Jeśli już opozycja była prezentowana na antenie, to zawsze w negatywnym świetle. Przekaz był jednoznaczny – władza jest dobra, profesjonalna i skuteczna, opozycja to obca agentura wsadzająca kij w szprychy dobrej władzy. Na żadną dyskusję ani prezentowanie innych opinii niż oficjalna linia partii nie było miejsca. Media publiczne stały się czystą propagandą. O jakichkolwiek standardach dziennikarskiej bezstronności zapomniano osiem lat temu.

“Ważniejsza jest iluzoryczna „misja publiczna” TVP czy odebranie podstawowego narzędzia władzy autokratycznym populistom? Odpowiedź jest jednoznaczna: najważniejsza jest obrona wolności”

Widać eskalację zaangażowania funkcjonariuszy medialnych PiS. Od jednostronnego opisu faktów, przez manipulacje, do prowokowania polityków opozycji na wiecach i w trakcie wywiadów. Z czasem prowokacja słowna to było za mało, “dziennikarze” przeszli do fizycznych przepychanek. Wszelkie chwyty dozwolone, byleby skręcić sowity materiał o “agresji” Tuska i jego zwolenników. Szkoda czasu i miejsca na opis skali upadku tej instytucji. Tak zwane media publiczne reprezentują standard najgorszych wzorów autorytarnej propagandy od Goebbelsa począwszy, na Putinie i Orbánie skończywszy. Dno.
***

Przejęcie mediów było priorytetem Jarosława Kaczyńskiego zaraz po zdobyciu władzy. Ustawę o TVP zmiatającą zarządy i rady nadzorcze wprowadzono 30 grudnia 2015 r. w ciągu niecałych 48 godzin. Jej konsekwencją była wymiana wszystkich władz mediów publicznych oraz masowa polityczna czystka wśród dziennikarzy. Zaczęła się epoka propagandy.

Kaczyński poszedł drogą swojego mentora. Drogą szantażu, przekupstwa i pozornej prywatyzacji rząd Viktora Orbána przejął kontrolę nad całością rynku medialnego. Spełnił się sen autokraty – rzeczywistość nie ma znaczenia, bo jej percepcja przez wyborców jest w 100 proc. kontrolowana.

Kaczyński także nie zatrzymał się na przejęciu mediów publicznych. W drugim kroku zneutralizował Polsat. Nic dziwnego – jego właściciel Zygmunt Solorz ma wiele wrażliwych interesów z państwem. Energia, telekomunikacja, czyli dziedziny, z których pochodzi gros jego zysków, są ściśle regulowane przez urzędników. Solorza po prostu nie było stać na niezależność. W ciągu ośmiu lat rządów PiS stale ponawiał próby zniszczenia niezależnego rynku mediów. Przejęcie Polska Press, lex TVN to najbardziej spektakularne przykłady.
Protest Ogólnopolskiego Strajku Kobiet przed siedzibą TVP na pl. Powstańców Warszawy, Warszawa, 10 lutego 2021 r
Protest Ogólnopolskiego Strajku Kobiet przed siedzibą TVP na pl. Powstańców Warszawy, Warszawa, 10 lutego 2021 r Foto: Piotr Molecki / East News

Na TVN Kaczyński przeprowadził atak wyjątkowo zajadły. Traktował tę stację jako realną polityczną opozycję dla swej władzy i nie ustawał w wysiłkach jej eliminacji. Od oferty zakupu od poprzedniego właściciela do otwartej wojny (lex TVN) z Discovery. Jedynie stanowczej reakcji amerykańskiej administracji zawdzięczamy weto Andrzeja Dudy i klęskę tego projektu.
***

Spróbujmy być mądrzy po szkodzie. Jakie wnioski wynikają z tej ponurej historii? Najważniejszy jest taki, że o włos uniknęliśmy dyktatury – losu Węgier i Turcji. Kruche zwycięstwo demokracji trzeba pielęgnować. Wolność nie jest dana raz na zawsze. Szczególnie w kraju od zawsze na granicy cywilizacyjnych wpływów Zachodu i Wschodu, gdzie demokracja jest historyczną anomalią (35 lat III RP plus osiem z 20 lat międzywojnia). Z takiej historycznej perspektywy dyskusja o przyszłości musi koncentrować się na odpędzeniu demonów autokracji. Z perspektywy doświadczenia zagrożenia dyktaturą o mediach powinniśmy myśleć jako o najważniejszym bezpieczniku demokracji, gwarancie wolności. I tu stawiam pytanie: co jest ważniejsze – iluzoryczna, niezdefiniowana “misja publiczna”, czy odebranie podstawowego narzędzia sprawowania rządów obecnym i przyszłym autokratycznym populistom?

Odpowiedź jest jednoznaczna – media państwowe należy sprywatyzować. Nie szkoda róż, gdy płonie las. Obrona wolności jest najważniejsza. Tym bardziej że tak zwaną misję publiczną można zrealizować inaczej. Mało, że sprywatyzować, to jeszcze oddać w obce ręce, czyli sprzedać zagranicznemu kapitałowi. Jak pokazuje przykład Polsat versus TVN, jedynie firma o globalnej skali może skutecznie postawić tamę zakusom dyktatorów. Wiem, że brzmi to szokująco, ale trzeba z własnej, niedawnej historii wnioski wyciągać konsekwentnie.

Oczywiście zwolennicy mediów publicznych podniosą w oburzeniu dobrze znane argumenty. Najważniejszym jest obrona “misji”. Tyle że nikt nie jest w stanie wskazać, w jaki sposób owa misja jest przez media państwowe realizowana. Programy należące do tej intuicyjnie zdefiniowanej kategorii można wyliczyć na palcach jednej ręki. Tak teraz, jak przed 2015 r. Misja to mit. Nie są to przecież relacje sportowe, bo o nie biją się stacje komercyjne. Nie są programy informacyjne, tu także TVP ma zaciekłą konkurencję. Więc co? Msze? Mityczny Teatr Telewizji?
***

Jedyną szansą na zdefiniowanie, co jest misją publiczną, jest precyzyjne określenie jej finansowania. Fundusz misji publicznej powinien skupiać się na produkcji wartościowych programów za publiczne pieniądze. Wartościowych to znaczy takich, które z jednej strony będą realizowały wyznaczone cele publiczne, z drugiej będą oglądane przez widzów. Program choćby najwyższych standardów tak zwanej kultury wysokiej bez widzów nie istnieje, choćby był z nie wiem jakim rozmachem wyprodukowany. Dlatego rada zarządzająca funduszem misji publicznej musi brać pod uwagę nie tylko potrzeby państwa i obywateli w zakresie edukacji, rozrywki, kultury, ale także potencjał komercyjny finansowanych przez siebie dzieł.

Idealistyczna mrzonka? Wręcz przeciwnie. Od lat działa instytucja, która świetnie radzi sobie z rozwiązaniem tego dylematu. To Państwowy Instytut Sztuki Filmowej. Źródła sukcesu są przejrzyste: finansowanie konkretnych projektów, rozliczanie grantów, pieniądze traktowane jako inwestycja, a nie dotacja i oczekiwanie zwrotu po ewentualnym komercyjnym sukcesie. Skoro wiemy, jak stworzyć działający system finansowania kultury, dlaczego nie stosujemy tych doświadczeń szerzej, w mediach? Dlaczego politycy wolą mieć media, niż skutecznie finansować ich misję? Odpowiedź jest prosta – bo media są im potrzebne, a misja stanowi doskonałą wymówkę do sprawowania nad nimi kontroli. Misja publiczna jest jak racja stanu – to doskonała polityczna wymówka. I mówię o wszystkich opcjach politycznych. Demokratów od dyktatorów różni jedynie skala. Pokusa jest ta sama.
***

“Mamy doskonały program, tylko ludzie o nim nie wiedzą. Gdybyśmy się tylko przebili… Źli, leniwi i stronniczy dziennikarze nie chcą grać nas, tylko konkurencję. Nie przychodzą nawet na nasze konferencje prasowe. Gdybyśmy mogli im kazać, wtedy Polacy by nas z pewnością pokochali” – setki razy to słyszałem.

Media dla polityków są jak narkotyk dla uzależnionego. Nie wolno im dać na nie wpływu. Argument, że “wszędzie w Europie” jest telewizja publiczna, to prawda, ale przekonaliśmy się niedawno, że Polska może przestać “być w Europie”. Nasza demokracja jest stale zagrożona, autokraci powrócą. To nie jest kraj dla BBC. Po prostu polska kultura polityczna nie jest gruntem dla mediów publicznych. Za każdym razem będą one politycznym łupem. Tak było od zawsze i tak samo będzie tym razem. PiS jedynie doprowadziło tę patologię do granic absurdu.

Rację ma Jacek Żakowski w diagnozie. Po katastrofie mediów publicznych nie da się odbudować ich politycznej niezależności. PiS przesunęło granice tak daleko, że powrotu już nie ma. Przykładem TVN – niezależne dziennikarstwo stało się opcją polityczną. Na skutek przesunięcia granic możliwe są takie absurdy jak to, że TVP walczy o przetrwanie pod hasłem obrony wolności słowa i pluralizmu.

To, co nienormalne, staje się normalne. TVP nie tylko jest narzędziem brutalnej propagandy, ale przede wszystkim przesuwania granic. Wyważone dziennikarstwo prezentujące przeciwstawne punkty widzenia, fundamentalny postulat, by widz sam mógł wyrobić sobie zdanie, słuchając głosów z obu stron sporu, to anachronizm. Dzisiaj normą jest tępa pałka propagandy. Trucizna działa obosiecznie. Nie udawajmy, że nas nie dotyczy.
***

Postulat oddania TVP 2 PiS to nic innego, jak przyznanie, że mediów publicznych uratować się nie da. Zgadzam się z diagnozą Żakowskiego, nie zgadzam się z propozycją. Podział łupów to nic innego jak legitymizacja autorytaryzmu i petryfikacja głębokich podziałów. Akceptacja propagandy jako publicznej normy zniszczy wszystkie media, zatruje je tą samą chorobą. Media publiczne po prostu trzeba sprzedać.

Ich obrońcy podnoszą kolejny argument – prywatne media nie stanowią skutecznej obrony przed dyktaturą, nie dają gwarancji wolności. Oczywiście! Tyle że znacznie utrudniają proces przejęcia i utrwalania dyktatorskiej władzy. To dzięki temu, że Orbán i Erdoğan zmonopolizowali rynki medialne w swoich krajach, mogą bez wysiłku wygrywać kolejne wybory. To dlatego, że nie udało się to Kaczyńskiemu, jego projekt zmiany ustroju upadł. Prezes nie ukrywał, że w przypadku wygranej to właśnie dokończenie zniszczenia niezależnych mediów będzie najpilniejszym priorytetem jego rządów.

Omsknął się o parę miesięcy i parę procent głosów w wyborach. To, że przestępstwa się zdarzają, nie jest argumentem za rozwiązaniem policji. Wręcz przeciwnie. Populiści prędzej czy później powrócą i będą próbować przejąć media. Zawsze tak robią. Czy im się uda, zależy od decyzji podejmowanych dzisiaj.

Po upadku autokracji PiS jest czas na refleksję. A przede wszystkim na zmiany ustrojowe. Zakaz posiadania mediów przez państwo w sposób pośredni i bezpośredni byłby jedną z najważniejszych takich zmian – szczepionką na przyszłe dyktatury.

Wiem, że to się nie zdarzy. Politycy będą mamić “misją”, “skarbem narodowym”, “przywróceniem niezależności” i tak dalej. Zawsze tak robią. Trudno im się dziwić. Narkomani bardzo rzadko odstawiają używki, zwłaszcza wtedy, gdy zapaść mają już za sobą.

Jakub Bierzyński