PiS: Pycha i Siła. (Newsweek)

28 maja 2018

Mija miesiąc protestu niepełnosprawnych i ich matek w Sejmie. Wszystko wskazuje na to, że rząd PiS nie zamierza spełnić postulatów protestujących. Stosuje strategię na przetrzymanie licząc na zmiękczenie przeciwnika. Dlaczego PiS zdecydowało się na eskalację zamiast kompromisu? Czy taka strategia jest dla partii rządzącej korzystna? Na ile bierze się z przemyślanej politycznej kalkulacji zysków i strat a na ile ze specyficznej kultury korporacyjnej Prawa i Sprawiedliwości, która nie pozwala na ustępstwa wobec żądań, co najwyżej dopuszcza spełnienie pokornych próśb?

Odpowiedź na te pytania jest banalnie prosta – zdecydowała zimna polityczna kalkulacja. Stratedzy polityczni PiS doszli do wniosku, że zaspokojenie żądań protestujących im się po prostu nie opłaca. Lepiej kupić głosy gdzie indziej. Tymczasem protest niepełnosprawnych przynosi partii rządzącej coraz poważniejsze straty.

Hipokryzja.

Po pierwsze PiS naraża się na zarzut hipokryzji. Stosunkowo łatwo przypomnieć wypowiedzi prominentnych działaczy partii z czasów, gdy oni sami byli w opozycji a niepełnosprawni protestowali przeciw rządowi Platformy Obywatelskiej i PSL, w ten sam sposób, w tym samym miejscu i w sprawie podobnych postulatów. „Rząd na własne życzenie zorganizował sobie akcję protestacyjną. To wasza wina, że na korytarzach sejmowych leżą dziś chore dzieci. To państwa nieodpowiedzialna, nieprzemyślana polityka w stosunku do osób niepełnosprawnych skutkuje dzisiaj takimi nastrojami społecznymi i takimi emocjami” mówiła obecna minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska w 2014 roku. Dzisiaj do niej samej ten cytat pasuje jak ulał.

Gdy Andrzej Duda postanowił zostawić swoje partyjne koleżanki i kolegów na spalonym, a przy okazji zbić trochę własnego kapitału politycznego kosztem rządu i jako pierwszy wybrał się z wizytą do protestujących, musiał przejść przez prawdziwe piekło upokorzenia, gdy jedna z matek odtworzyła mu prosto w twarz jego własne wystąpienie z kampanii wyborczej.

„To wstyd dla polskiego państwa. To wstyd, że państwo polskie nie tylko o takie rodziny nie dba ale wręcz je oszukuje. Nie zawaham się użyć mocnego słowa: ci którzy wychowują, ci którzy opiekują się, poświęcając często swoje życie, nie tylko zawodowe, swoimi niepełnosprawnymi dziećmi, to bohaterowie w każdym społeczeństwie i państwo polskie też ich tak powinno postrzegać. Oni potrzebują wsparcia ze strony państwa ale nie powinni tego wsparcia ani się domagać ani o nie prosić. Uczciwi politycy sami im powinni to wsparcie dać.” Takie cytaty podważają legitymizację obecnej ekipy, opartej wszak na obietnicy realizacji wyższych standardów moralnych.

Jedyne na co w tej sytuacji było stać Andrzeja Dudę to nieme kiwanie głową. Film z tego wydarzenia bije rekordy popularności. Jego oglądalność zbliża się do miliona nie przysparzając głowie państwa popularności.

Prawo i Sprawiedliwość od kampanii wyborczej mówiło o sobie jako o partii wrażliwej społecznie. To postulaty odzyskania godności przez zwykłego człowieka, wstawania z kolan i aktywnej polityki społecznej miały różnić socjalną prawicę od nieczułych społecznie liberałów z PO. I oto protest, który Donald Tusk – propagandowy symbol zła, człowiek o wilczym spojrzeniu, był w stanie rozwiązać w ciągu 17 dni, dziś, za rządów dobrej zmiany, ciągnie się ponad miesiąc. Nie wygląda to dobrze. Wygląda fatalnie.

Manipulacja

Jednocześnie partia jest na straconej pozycji. 90% czyli zdecydowana większość Polaków, w tym wyborców prawicy, (Millward Brown dla Faktów TVN) popiera postulaty protestujących. Trudno o większą jedność w jakiekolwiek sprawie. Mateusz Morawiecki postanowił tę jedność rozbić ogłaszając plan podatku solidarnościowego. Według projektu najbogatsi mają specjalnym podatkiem celowym złożyć się na niepełnosprawnych. Choć wydaje się że rzymska zasada „dziel i rządź” jest uniwersalnie prawdziwa, to tym razem nie zadziałała. Niepełnosprawni i ich opiekunowie z oburzeniem wypowiadają się o propozycji rządu. Opinia publiczna przyjęła proponowane rozwiązanie jako propagandowy wybieg a nie realną propozycję rozwiązania problemu. Zamiast podzielić Polaków w tej sprawie rząd raczej zniechęcił kolejne rzesze wyborców. Do zarzutu hipokryzji doszedł zarzut manipulacji. Dwa do zera dla protestujących.

Propaganda

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego klasyczne metody politycznej rozgrywki zawiodły? Dlatego, że Mateusz Morawiecki wpadł w sidła własnej manipulacji? Od początku sprawowania swej funkcji realizował konsekwentnie propagandę nieustających sukcesów. Co miesiąc ogłaszał nadwyżkę budżetową i ku jego własnej zgubie ludzie w tę nadwyżkę uwierzyli. Strategia, która miała przynieść mu polityczny sukces, bardzo skuteczna gdy chodzi o żonglowanie cyframi, manipulowanie własnym zapleczem politycznym, a przede wszystkim zdobycie zaufania i wiary samego prezesa, po objęciu upragnionej posady, dla premiera rządu jest samobójcza. Jeśli bowiem z miesiąca na miesiąc Morawiecki ogłasza nadwyżkę, czyli obecność wolnych, niezaplanowanych środków w budżecie, to musi się liczyć z polityczną walką różnych grup interesów o to, kto te środki przejmie. Matki niepełnosprawnych były po prostu najbardziej zdesperowane i najszybciej zareagowały na triumfalistyczne zapowiedzi Morawieckiego. Premier ogłosił wszak 3,5 miliarda złotych nadwyżki budżetowej po pierwszym kwartale. Nie musiał długo czekać na reakcję. Skoro pieniądze są, to trzeba o nie walczyć. Problem polega na tym, że szumnie ogłaszana przez premiera nadwyżka to lipa. Morawiecki zastosował tę samą taktykę co rok wcześniej. Kolejne raporty wykonania budżetu przynosiły informacje o nadwyżkach. Sukces rządu miał wynikać z realizacji polityki „wystarczy nie kraść” a pieniądze same się znajdą. Wielkim sukcesem miało być z triumfem ogłaszane „uszczelnienie systemu podatkowego”. Morawiecki chodził w glorii i chwale do grudnia, gdy nadwyżka w magiczny sposób przerodziła się w 25 miliardowy deficyt. Strategia, która przyniosła mu władzę może mu tę władzę odebrać. Manipulacje, które przechodziły na stanowisku ministra finansów mogą być zabójcze dla premiera. Bo premier nie tylko odpowiada za budżet ale przede wszystkim za realizację polityki opartej na tym budżecie. Wybiera priorytety i musi liczyć się z rozczarowaniem tych grup społecznych, których interesy nie będą priorytetem jego rządu. Zdecydowanie trudniej wytłumaczyć ludziom, że dla nich akurat pieniędzy nie starczy, gdy parę dni wcześniej ogłasza się że skarbiec jest pełen. To trzecia pułapka rządu – padł ofiarą własnej propagandy sukcesu. Jak teraz wytłumaczyć matkom niepełnosprawnych dzieci że dały się oszukać i pieniędzy nie ma? Jak zrealizować ich postulaty skoro z pewnością natychmiast w kolejce po pieniądze ustawią się kolejne grupy społeczne: lekarze, nauczyciele, górnicy, emeryci?

Licytacja agresji.

Co gorsza władza najwyraźniej z konfliktem sobie nie radzi. Aparat nie umie postępować w sytuacji społecznej konfrontacji. Tak jakby cała partia była zarażona wirusem chronicznej przypadłości prezesa. Jarosław Kaczyński od dawna stosuje jedną prostą przewidywalną i niezmienną strategię rozwiązywania konfliktów – eskalację. Za każdym razem dąży do dominacji nad przeciwnikiem, próbuje go złamać eskalując temperaturę sporu i za każdą cenę postawić na swoim. Kompromis przewidujący jakiekolwiek ustępstwo jest z tej perspektywy klęską i jako taki stanowi opcję nie do zaakceptowania. Strategia tarana może być skuteczna wobec silnego przeciwnika, którego trzeba złamać by wymóc ustępstwa, lecz może stać się zapowiedzą klęski gdy stosowana jest wobec kompletnie bezbronnych, najbardziej potrzebujących, wobec ludzi, których jedyną bronią jest cierpienie. Siła przeradza się w butę, stanowczość w nieuzasadnioną agresję, nieczułość, bezduszność, tępotę i chamstwo. Działacze Prawa i Sprawiedliwości przyjęli taktykę tę co zawsze: wzajemnej konkurencji na agresję, prześcigają się w bezduszności, licytują w bezwzględności. Z każdym dniem ekipa dobrej zmiany pogrąża się coraz bardziej. Poseł Pięta chciał donieść na protestujących, wynieść ich z sejmu siłą i oddać w ręce policji. Poseł Krynicka: „Gdyby matka się postarała i założyła sobie taki cel, mogliby pracować i integrować się ze społeczeństwem. A nie siedzieć w czterech ścianach. 500 złotych nic im nie da.” Taka proklamacja wyjątkowo źle wygląda na tle leżących na sejmowej posadzce niepełnosprawnych dzieci. Wszystkich przebił wiceprzewodniczący klubu poselskiego PiS Jacek Żalek mówiąc o rodzicach niepełnosprawnych: „traktują dzieci jak żywe tarcze i nie można dawać im pieniędzy, bo mogą być wśród nich zwyrodnialcy”.

Strategia nękania niepełnosprawnych i ich matek ma swoje niebagatelne koszty. Do sejmu nie wpuszczono kobiety – ikony polskiej, narodowej dobroczynności – Janiny Ochojskiej. Jej zdjęcie gdy o kulach (sama jest osobą niepełnosprawną) negocjuje z monstrualnej postury strażnikiem urosło do rangi symbolu. Marszałek Kuchciński wymierzył surową karę za spotkanie z Ochojską zabraniając jego uczestnikom spacerów. Na zewnątrz mogą wychodzić jedynie dziewczynki tyle, że one nie potrafią mówić! Strażnicy notorycznie, złość protestującym zamykają okna. Kamera TVP tygodniami non stop podglądała protestujących. Najwyraźniej rządowi propagandziści liczyli na tym, że złapią ich na niezręczności. Może padnie brzydkie słowo albo ktoś przyniesie sushi i będzie można uruchomić machinę dyskredytacji uczestników protestu. Wygląda to coraz bardziej obrzydliwie a matki i ich niepełnosprawne dzieci nie chcą dać się złamać. Koszty polityczne PiS rosną lecz o dziwo sondaże przychylne partii wraz z nimi. Dlaczego?

Demonstracja siły.

Dlatego, że prawdą jest teza głosząca, iż mamy w Polsce do czynienia z neoautorytarnym elektoratem. Taki elektorat najbardziej ceni siłę. Siła jest najważniejsza nawet jeśli jest to siła demonstrowana wobec najsłabszych, bezbronnych. To co było nie do pomyślenia w przypadku poprzedniej ekipy tej uchodzi na sucho. Bronisława Komorowskiego wyborcy ukarali bardzo boleśnie za wypowiedzi nieporównanie, anielsko wręcz łagodne: „zmień pracę i weź kredyt” stało się symbolem arogancji.

Dzisiaj szef gabinetu politycznego premiera poseł Suski odmawia pomocy rodzinom opiekującym się niepełnosprawnymi ponieważ, „te pieniądze wydadzą na kino i basen”. I co? I nic. Bo bolesna prawda jest taka, że im (PiS) wolno to, czego demokratom ich wyborcy nie byli w stanie wybaczyć. Autokratyczny elektorat oczekuje od swojej władzy siły i wskazania słabszego, gorszego, wobec którego można nieco podkarmić nieznośny głód poczucia własnej wartości. Już raz taki schemat zadziałał wobec uchodźców, teraz działa wobec niepełnosprawnych.

Nie będzie jednak działał w nieskończoność. Każdy, nawet najbardziej wierny, impregnowany ideologią i zaczadzony propagandą wyborca ma swoją wytrzymałość. Opozycja co prawda jak zwykle nie umie zdyskontować na swoją korzyść błędów władzy, ale niezależnie od bieżącej taktyki, PiS konsekwentnie buduje bibliotekę zarzutów, cały arsenał argumentów, dla swoich obecnych i przyszłych przeciwników w kolejnej wyborczej walce. Jestem przekonany, że oprócz chciwości i korupcji (nagrody, misiewicze, sami swoi, afery) to właśnie pycha, arogancja i wulgarna przemoc, poniżanie protestujących, będą głównymi motywami przewodnimi przyszłej kampanii wyborczej.

Zimna kalkulacja.

Dlaczego zatem pomimo tak wysokich kosztów PiS brnie w konflikt, który wyraźnie przegrywa? Po pierwsze dlatego, że inaczej nie umie. Ta partia nie jest strukturalnie zdolna do rozwiązywania konfliktów społecznych. Jest doskonała do prowadzenia wojen ale fatalna przy budowaniu jakichkolwiek kompromisów. Po drugie dlatego, że taka jest wewnętrza dynamika aparatu. Licytacja brutalności będzie trwać bo podłością działacze zyskują sławę i poklask we własnych szeregach. Po trzecie, dlatego że rząd złapał się w pułapkę własnej propagandy. Nie można ludziom dzisiaj przyznać jak socjaliści na Węgrzech – kłamaliśmy rano, w południe, wieczorem – pieniędzy nie ma, nadwyżki były oszustwem.

Ale jest jeszcze jeden decydujący argument. Pomoc niepełnosprawnym się politycznie nie opłaca. Potencjalnych odbiorców pomocy jest 280 tys. Łatwo policzyć, że koszt programu ich wsparcia to ok. 1,6 miliarda rocznie. Tyle ile rząd dobrej zmiany chce przeznaczyć na „tornistrowe”. Dlaczego na wyprawkę szkolną pieniądze w budżecie są, a na niepełnosprawnych nie ma? Odpowiedź jest banalnie prosta: niepełnosprawnych jest zbyt mało w porównaniu blisko 5 milionów rodzin uczniów, czyli 10 milionów potencjalnych głosów wdzięcznych władzy ich rodziców.

Poza tym, co tu kryć, niepełnosprawni rzadko chodzą do wyborów. Można ich stosunkowo łatwo, prawie zupełnie wyeliminować, wzorem Orbana, znosząc głosowanie korespondencyjne. Tymczasem Prawo i Sprawiedliwość marzy o programie na miarę 500+, który zapewniłby partii drugą kadencję a nawet konstytucyjną większość. W tej politycznej kalkulacji nie ma miejsca na sentymenty. Wrażliwość społeczna sprzedaje się gorzej niż powszechna wdzięczność suwerena do hojnej i łaskawej władzy.

Rachunek zysków i strat wygląda zatem następująco. Z jednej strony jest demonstracja siły, spełnienie skrywanych potrzeb autorytarnego elektoratu, rozwiązanie problemu populistycznej pułapki i propagandy sukcesu z drugiej rosnące koszty: psychologiczne metody łamania protestujących matek i ich dzieci wyglądają coraz bardziej obrzydliwie.

Jak na razie wybór władzy jest prosty. Im się po prostu spełnienie żądań politycznie nie opłaca. To czy długofalowo jest to decyzja słuszna zależy wyłącznie od nas samych. Czy nasza wrażliwość społeczna, nasze wyczulenie na hipokryzję i kłamstwo, nasza niezgoda na brutalną siłę i poniżanie słabszych wezmą górę nad potrzebą poczucia się lepiej ich kosztem? Protest niepełnosprawnych jest dla nas wszystkim wielkim testem. To oni powiedzieli nam, Polakom: sprawdzam. Czy zdamy test podstawowej ludzkiej przyzwoitości? Czy będziemy umieli odróżnić kłamstwo od prawdy, wartości od hipokryzji, wrażliwość od pogardy, prawdziwą politykę społeczną od wulgarnego kupowania głosów? To pokażą najbliższe wybory. Wyzwanie rzucili nam najsłabsi.

Jakub Bierzyński

Komentarze

codeblack

29 maja 2018

Tego słowa znów potrzebowałam,dziękuję.buy viagra

Jacek Pi

29 maja 2018

Panie Jakubie – a co z hierarchią kościelną?
Galilejczyk, gdyby żył w naszych czasach, wygonił by ich ze świątyń.

Jakub Bierzyński

30 maja 2018

O kościele pisałem parę wydań temu. No cóż, popiera władzę nie najsłabszych. Z wiarą nie ma to wiele wspólnego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *