Porażka PiS uderzy w Kościół. (Rzeczpospolita)

6 września 2019

Jarosław Kaczyński powtarza, że LGBT i ideologia gender prowadzi do „seksualizacji dzieci”
Reporter / Stefan Maszewski

Jak zachowałby się Jezus wobec parad równości?

Obecna kampania do parlamentu jest wyjątkowa nie tylko dlatego, że stawką tych wyborów jest ustrój i pozycja Polski, czego nie ukrywa ani partia rządząca, ani opozycja, ale przede wszystkim dlatego, że po raz pierwszy od upadku komunizmu Kościół katolicki, bezwarunkowo popierając jedną z opcji, stał się elementem kampanii wyborczej.
Poniżej dalsza część artykułu

Już w wyborach do PE Jarosław Kaczyński postawił na ostry światopoglądowy spór: „My chcemy jasno powiedzieć: tu mówimy »nie« (ideologii LGBT), a już w szczególności, jeżeli chodzi o dzieci. Wara od naszych dzieci!” (16.03.2019 Katowice).

Cel był jasny. Podzielić opozycję, w której skład wchodził lewicowy SLD, liberalna Nowoczesna, różnorodna PO i mocno konserwatywny PSL. Podstawowym celem kampanii wyborczych nie jest przekonanie wyborców konkurencji, lecz zmobilizowanie własnych. Lęki i zbiorowe histerie nadają się do tego wyśmienicie. Poprzednim razem taką rolę spełnili uchodźcy (gwałcą kobiety, niszczą religię, przynoszą groźne zarazki).

Manewr się udał – PiS zmobilizował ponad pół miliona nowych wyborców. Poszli do urn nie tylko bronić zdobyczy socjalnych, lecz także konserwatywnych wartości. Uwierzyli, że tylko PiS obroni i rodziny, i religię, i dzieci przed „zarazą LGBT” i „potopem genderyzmu”. W tej światopoglądowej wojnie Kaczyński dostał potężnego sojusznika: Kościół katolicki. Polski Kościół jest wyjątkowo homofobiczny. Z radością podjął retorykę prezesa.

„Ruch LGBT i gender zagrażają naszej tożsamości, zagrażają naszemu narodowi, zagrażają polskiemu państwu” (J. Kaczyński). LGBT i ideologia gender prowadzi do „seksualizacji dzieci” i „jest atakiem na rodzinę” (J. Kaczyński).

Zwieńczeniem licznych homofobicznych wypowiedzi biskupów (Ignacy Dec: „neopogańska ideologię gender”, Edward Frankowski: „potop genderyzmu, LGBT, uczenia dewiacji już nawet przedszkolaków; idzie zalew profanacji”) była wypowiedź Marka Jędraszewskiego: „Czerwona zaraza już nie chodzi po naszej ziemi, ale pojawiła się nowa, neomarksistowska, chcąca opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie czerwona, ale tęczowa”.

Konferencja Episkopatu Polski poparła Jędraszewskiego i w ten sposób Kościół włączył się w kampanię wyborczą. Kaczyńskiemu nie pozostało nic innego, niż spuentować przymierze: „Jestem bardzo wdzięczny ks. abp. Markowi Jędraszewskiemu za to, że w słowach zdecydowanych ujął ten problem”.

W ten sposób pakt wyborczy został obustronnie zawarty. Kościół katolicki porzucił swój politycznie neutralny kamuflaż i otwarcie idzie do wyborów po stronie prawicy. Tym razem już nie jako środowisko skupione wokół Tadeusza Rydzyka, lecz jako cała instytucja.

Dlaczego tak się dzieje? Kościół katolicki jest homofobiczny. Trudno tę postawę wytłumaczyć na gruncie doktryny. Owszem, Stary Testament jest w tej sprawie jednoznaczny, ale współczesny Kościół katolicki jak może dystansuje się od tego dogmatu. Trudno wyobrazić sobie, by ktoś dzisiaj poważnie potraktował nakaz kamienowania niewiernych żon, przyjmował szekle jako zadośćuczynienie za zabójstwo czy wierzył w legendy o potopie i Arce Noego, Jonaszu w brzuchu wieloryba czy dziesiątków innych mitów Starego Testamentu. Nie dziwi fakt, że przy całej homofobicznej kampanii hierarchów żaden nie powołał się na Pismo.

Jeśli zatem nie Stary, to czy Nowy? Jak zachowałby się Jezus w paradach równości? Czy jak wspierani przez Kościół patrioci krzyczałby, wymachując pięścią: wyp…? Czy szedłby na czele pochodu pod hasłami miłości, akceptacji i tolerancji?

Wziąwszy pod uwagę fakt, że oddał życie za uciśnionych i prześladowanych, a tłum rodaków zachował się podobnie jak obrońcy wiary, rodziny i Kościoła w dzisiejszym Radomiu, raczej myślę, że bliżej Chrystusowi do maszerujących niż do rzucających butelkami z moczem i kamieniami. Jedynym sensownym wytłumaczeniem tego zjawiska jest teza Frederica Martela, autora „Sodomy”. Kościół katolicki jest w istocie organizacją kontrolowaną przez homofobicznych gejów. Odsetek homoseksualistów rośnie wraz ze wzrostem pozycji w hierarchii. Na jej szczytach w Watykanie wynosi od 70 do 80 proc. Stłamszona własna tożsamość seksualna eksploduje nienawiścią wobec tych, którzy nie muszą jej ukrywać i chcą żyć bez wstydu. Homofobia hierarchii to nic innego jak chorobliwa zazdrość niespełnionych.

„Ideologia LGBT” istnieje wyłącznie w oświadczeniach biskupów i propagandzie prawicy. Środowisko LGBT tak jak wszyscy ludzie jest ideologicznie bardzo zróżnicowane. Od konserwatywnych księży po lewicowych działaczy społecznych. Orientacja seksualna nie determinuje postaw ideologicznych. Próby dopisania nieistniejącej ideologii marksistowskich korzeni jest wyjątkowo intelektualnie absurdalna i moralnie parszywa. Geje i lesbijki byli grupą wyjątkowo silnie prześladowaną we wszystkich krajach komunistycznych.

Podobnie idiotyczny jest konstrukt „gender”. Kościół podważa nie tylko ustalenia naukowe antropologów, socjologów czy psychologów społecznych, ale wręcz potoczne doświadczenie. O tym, że role kobiet i mężczyzn są społecznie definiowane, można się przekonać, jadąc na Śląsk lub podkarpacką wieś, gdzie rola kobiet i model rodziny jest inny niż w Warszawie. Wbrew propagandzie Kościoła normy życia rodzinnego są zmienne zarówno w czasie (każdy może się o tym przekonać, rozmawiając z własną babcią), jak i geograficznie. Gender jest bezdyskusyjnym socjologicznym faktem. W Polsce Kościół próbuje nadać temu słowu złowrogi sens. Cel polityczny jest ten sam co w przypadku „ideologii LGBT”: trzeba wiernych straszyć niezrozumiałym, lecz groźnym potworem, który „atakuje najsłabszych – nasze dzieci” i rozbija rodziny.

Mit o rozbijaniu rodzin wydaje się szczególnie groteskowy. Każdy heteroseksualny mężczyzna zdziwi się sugestią, jakoby miał paść ofiarą uwiedzenia przez geja. Jak inaczej można zrozumieć zagrożenie trwałości „normalnej Polskiej rodziny” przez ruch gejowski? Potoczne doświadczenie mówi, że do rozbicia rodziny dochodzi w przeważającej większości przypadków dzięki uwiedzeniu jednego z małżonków przez heteroseksualną kobietę lub mężczyznę. Zmiana orientacji seksualnej w dorosłym życiu zdarza się wyjątkowo rzadko. Największym zagrożeniem dla polskich rodzin są heteroseksualni katolicy. Myśl, że lesbijki lub geje mogą rozbijać rodziny, mogła się zrodzić wyłącznie w głowie osoby o homoseksualnej tożsamości. Jest projekcją własnych tłumionych ciągot i lęków.

Z tej perspektywy światopoglądowa wojna jest w przypadku prawicy ryzykowna. Jak pokazują badania, kwestie światopoglądowe nie są dla wyborców priorytetem. Jedynie 30 proc. wskazało LGBT jako interesujący temat kampanii. O wiele ważniejszy jest dla wyborców problem służby zdrowia (78 proc.), ochrona klimatu (64 proc.), inflacja/drożyzna (57 proc.), edukacja (53 proc.). Dopiero na piątym miejscu są programy socjalne typu 500+ (50 proc.). We wszystkich tych dziedzinach osiągnięcia rządu PiS są fatalne. Reforma służby zdrowia zakończyła się klęską. Najlepszym jej dowodem jest fakt, że po raz pierwszy od 30 lat transformacji Polacy umierają coraz wcześniej.

Podobnie z polityką klimatyczną. Rząd PiS bezprawnie wycinał Puszczę Białowieską, dopuścił do prawdziwej rzezi 1,5 miliona polskich drzew. 45 tys. Polek i Polaków umiera z powodu zatrucia powietrza, a rząd, zniszczywszy uprzednio energetykę wiatrową, stawia na węgiel. Ceny energii rosną jak szalone, a problem ukrywany jest dopłatami. Problem wzrostu cen zaczął być widocznym skutkiem szaleńczej polityki rozdawnictwa. W efekcie ceny żywności wzrosły o ponad 7 proc. i groźba pułapki inflacyjnej staje się coraz bardziej realna. Ludzie przyzwyczaiwszy się do 500+ zaczynają myśleć, że całość transferów pożera wzrost cen. O katastrofie w edukacji nie wspominam. Widoczna jest gołym okiem.

Ideologiczny spór o „dobro naszych dzieci” jest w istocie tematem zastępczym. Propagandziści dobrej zmiany mają nadzieję, że opozycja łyknie haczyk i „ideologia LGBT” oraz „gender” stanie się motywem przewodnim kampanii. Nie trzeba się tłumaczyć z efektów własnych rządów. W światopoglądowej wojnie o „przyszłość polskich rodzin” nikt nie będzie zadawał pytań o 2 miliony mieszkań, 20 mostów, przekop mierzei i milion elektrycznych samochodów. Jest jeden rodzaj wojny, który nie pociąga za sobą ryzyka przegranej. To wojna z przeciwnikiem, którego wymyśliło się samemu. Jednak porażka PiS będzie także klęską Kościoła. Przyjdzie czas rozliczeń z pazerności, materializmu, arogancji i nienawiści. Wtedy nie będzie komu Kościoła bronić. Wierni odejdą już wcześniej.

Jakub Bierzyński

Komentarze

Jacek Pi

7 września 2019

Mane, Tekel, Fares.

jozue

10 września 2019

Z każdym rokiem coraz więcej jest zwolenników PIS. Już nigdy nie dojdziecie do władzy. W następnych czterech latach, PIS rozprawi się z mediami, i nie będzie osłony TVN. Nieudacznictwo liberałów określa jedno zdanie „piniedzy niema i nie będzie”. Może poszukacie ich jak Tusk w Zakopanem. Przyjemnie będzie patrzeć na topniejącą w sejmie zarazę tęczową.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *