Prawica w poślizgu (Newsweek)

4 kwietnia 2018

Widać, że rządy PiS wchodzą w głęboki kryzys. Prawica nie ma pomysłu na przełamanie pasma niepowodzeń. W mediach społecznościach zwolennicy zamilkli. Gdy zaczną się wstydzić, będzie to zwiastun wyborczej klęski

To powtarzalny schemat – zwycięska partia obejmuje władzę i od razu po wyborach dostaje „premię zwycięzcy”. Notowania rosną. Lud kocha zwycięzców, a wymiar sprawczości i siły w polityce ma podstawowe znaczenie. Wyborcy z nadzieją czekają na realizację wizji politycznej, na spełnienie obietnic – „Dajmy im szansę. Niech pokażą na co ich stać. Tamtych mamy już dość”.

Dominujący

Tym razem tak się nie stało. Notowania Prawa i Sprawiedliwości nie wzrosły zaraz po wyborach. To Ryszard Petru ukradł Kaczyńskiemu show. Nowoczesna skupiła na sobie nadzieję na zmianę i notowania tej partii poszybowały na krótko do 30 proc. PiS nie tracił i nie zyskiwał zwolenników; premia zwycięzcy przeszła mu przed nosem.
W ciągu ostatnich ponad dwóch lat można zauważyć cztery istotne zmiany w notowaniach poparcia partii politycznych.
Pierwsza to wspomniany efekt świeżości związany z Nowoczesną. Druga to udana ofensywa Nowoczesnej pod hasłem „misiewicze”, trzecia – upokarzająca klęska PiS w głosowaniu nad kandydaturą Donalda Tuska 27:1.

Czwarta zmiana miała miejsce, gdy po kompromitującej porażce okupacji sejmowej przez opozycję notowania partii rządzącej wystrzeliły w górę. Opozycja parlamentarna praktycznie przestała istnieć, kompromitując się przy kolejnych głosowaniach w sejmie. Ta część opozycji, która pozostaje poza parlamentem, jest niezorganizowana i rozbita. Skutecznie prowokowana, dryfuje w okolice politycznego ekstremum (przepychanki z policją Obywateli RP, postulaty aborcyjne ruchów feministycznych).
Kaczyński przesunął polską scenę polityczną na prawo. Narzucił jedyny obowiązujący porządek aksjologiczny i swoją mapę politycznych podziałów, zrealizował pakiet socjalny, który stanowił dla ludzi namacalną konsekwencję realizacji polityki opartej na tej mapie. Opozycji odebrał głos w sprawach światopoglądowych, zakneblował w kwestii wartości.

W sytuacji dominacji politycznej i światopoglądowej, naturalny był kolejny ruch PiS – marsz do centrum. Droga po umiarkowaną większość stała otworem. Nie ma wątpliwości, że strategicznym celem prezesa PiS jest zdobycie większości konstytucyjnej. Jedynie w ten sposób można – utrzymując pozory konstytucyjnego ładu – zalegalizować przeprowadzone już łamanie konstytucji. Posiadając konstytucyjną większość można na trwale zmienić system wyborczy, aby cieszyć się władzą przez kolejne dziesięciolecia.

Kaczyński zdecydował się na ryzykowny manewr, by cel ten osiągnąć. Wymieniając Beatę Szydło na Mateusza Morawieckiego naraził się na ryzyko gniewu i rozczarowania swojego żelaznego elektoratu. „Nasza Beatka” perfekcyjnie uosabiała ówczesną politykę prawicy – rewolucję dokonywaną w imieniu zwykłego człowieka, przeciw skorumpowanym, zepsutym i moralnie zgniłym elitom. Morawiecki nie pasował do tego obrazka – stanowił antytezę figury zwykłego człowieka. Ten multimilioner, prezes banku, który jako przedstawiciel obcego kapitału własnymi rękami dokonywał „wtórnej kolonizacji” ojczyzny, był wyjęty z zupełnie innej opowieści. On sam zdawał sobie z tego doskonale sprawę. Rozdarty pomiędzy misją uwiedzenia umiarkowanego wyborcy, a utrzymaniem twardego elektoratu prawicy, najwyraźniej wybrał to drugie.

Skłóceni

Nie jest tajemnicą, że Morawiecki nie jest kandydatem partyjnego aparatu. Nie przeszedł z nim ośmioletniego marszu po władzę. Gdy przegrywa się wybory po raz ósmy, gdy dominacja Donalda Tuska wydaje się absolutna, rodzi to więzi lojalności i zaufania spajające emocjonalnie całe ugrupowanie. Mateusz Morawiecki w tym czasie latał business class pomiędzy Londynem a Nowym Jorkiem, doradzał politycznym wrogom, zarabiając wielomilionowe pensje.
I oto Kaczyński zakochuje się w młodym, dobrze ubranym, światowym bankierze i to on zbiera całą pulę w wyścigu o władzę. Pojawiają się podejrzenia, że także o sukcesję po samym prezesie.

Aparat, ćwiczony latami w bezwzględnym posłuszeństwie, przyjął tę nominację pozornie spokojnie, zaciskając zęby i pięści. Jednak za kulisami władzy rozpoczęła się brutalna wojna o sukcesję po prezesie PiS. Wojna, która może pogrążyć cały obóz.
Ostatnie dni przyniosły twardą wymianę ciosów pomiędzy premierem a Zbigniewem Ziobro. Po upadku Antoniego Macierewicza (afera z wydatkami MON, chaos w ministerstwie, konflikt z prezydentem, kompromitacja komisji smoleńskiej) jedynie ci dwaj liczą się w walce o przywództwo.

Prokuratura Generalna przygotowała druzgoczącą opinię nowelizacji ustawy o IPN. Uznano ją za „dysfunkcjonalną, podważającą autorytet państwa”. Wydaje się, że to klasyczny manewr wyprzedzający. Przez krytykę własnego projektu Ziobro próbuje zrzucić odpowiedzialność za jego katastrofalne skutki na premiera, który nie tylko twardo bronił ustawy, ale z zapałem prowadził skrajną „politykę historyczną”.

Morawiecki nie pozostaje bierny. W trybie nawet jak na PiS niebywałym – bo już nie dziennym, lecz godzinnym – procedowane są zmiany w ustawach sądowniczych, istotnie zmniejszające uprawnienia ministra sprawiedliwości. Ziobro straci wolną rękę w powoływaniu i odwoływaniu prezesów sądów. Będzie musiał konsultować swe decyzje z kolegiami sądów i KRS. To prezydent w miejsce ministra sprawiedliwości będzie mianował asesorów. Nowela zakłada zrównanie wieku emerytalnego mężczyzn i kobiet w wysokości 65 lat, co jest jednoznacznym ustępstwem wobec wymagań Brukseli. Do tego dochodzi największa sensacja – publikacja bojkotowanych dotąd wyroków Trybunału Konstytucyjnego.
Morawiecki próbuje upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Pokazać elastyczność wobec Komisji Europejskiej, idąc na pewne kosmetyczne co prawda, ale jednak ustępstwa. Zarazem ustępstwa te odbywają się kosztem pozycji politycznej konkurenta.

Zagubieni

Wydaje się, że te gwałtowne ruchy to próba uratowania w ostatniej chwili, rzutem na taśmę, strategicznego manewru pójścia do centrum.Wymiana najbardziej kontrowersyjnych ministrów, pozorne ocieplenie stosunków z Unią, zaprzestanie wojny z ekologami o wycinkę Puszczy Białowieskiej, promocja projektów modernizacyjnych miały zbudować wizerunek Morawieckiego jako umiarkowanego technokraty. W kontrze do prawicowej ideologicznej ekstremy, na tle Antoniego Macierewicza, w kontrolowanej opozycji do samego prezesa, miał poszerzyć bazę wyborczą prawicy.

Jedna fatalna decyzja – o niecofaniu się w sprawie IPN, zaraz po jej uchwaleniu w Sejmie – sprawiła, że ten plan legł w gruzach. Morawiecki pokazał swe prawdziwe oblicze. Przelicytował polityczne zaplecze, mówiąc o żydowskich sprawcach Holocaustu i składając kwiaty na grobach oskarżanych o zbrodnie na Żydach i kolaborujących z Niemcami żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej NSZ. Miejsce obu wydarzeń jest symboliczne: Monachium – kolebka ruchu nazistowskiego.
Jestem przekonany, że Kaczyński nie zdawał sobie w pełni sprawy z międzynarodowych reperkusji tej ustawy. Instynkt wojny wziął jednak górę: nie cofamy się, idziemy w zaparte. W efekcie rząd targany był kolejnymi skandalami. Wyciekła notatka MSZ o nieformalnych sankcjach amerykańskich nałożonych na prezydenta i premiera. Rząd urągając logice oświadczył, że takiej notatki nie było i zapowiedział prokuratorskie śledztwo w sprawie jej wycieku. Amerykanie zagrozili zdjęciem parasola ochronnego obecności swych wojsk w Polsce. Zaczęło się robić groźnie. Tym bardziej, że rząd PiS w tym sporze nie miał żadnych sojuszników.

Trudno też wytłumaczyć własnemu elektoratowi, dlaczego prowadzi się wojnę w rodzinie; wszak prawicowy rząd Netanyahu i ikona prawicy Donald Trump, to dla prawicowo myślących Polaków ważny dowód słuszności: „jest nas na świecie więcej”.
Rząd nie ma nad rozwojem sytuacji żadnej kontroli. Wystarczy, by gdzieś jakiś kolejny dziennikarz się pomylił, a argentyński schemat skandalu powtórzy się w Japonii, Kanadzie, Indonezji, gdziekolwiek. Fanatycy z Reduty Dobrego Imienia mogą w każdej chwili wnieść kolejne pozwy przy dowolnym błahym pretekście (w Argentynie pomylono zdjęcia), co wywoła kolejne masowe protesty w jakimś państwie w obronie rodzimych dziennikarzy, wolności mediów i słowa. Polski rząd jest na straconej pozycji. Tej wojny wygrać się nie da.

Prawica przegrywa także wojnę o pamięć na rodzimym podwórku. Głosy mówiące o konieczności rozliczenia się Polaków ze współudziału w Holocauście i zagrabieniu mienia żydowskiego wydają się dominujące w rodzimym dyskursie. Tymczasem przy okazji 50. rocznicy Marca ’68 oficjalna propaganda brzmiała niepokojąco podobnie do tej sprzed pół wieku. Obóz władzy pogubił się kompletnie. Prezydent przepraszał wypędzonych w imieniu Rzeczpospolitej, zaś premier twierdził, że „z marca możemy być dumni” a Polska w 1968 roku nie istniała jako państwo.

Na kwestie historyczne nakłada się drugi fundamentalny problem. Prawica może stać się ofiarą demona populizmu, którego sama stworzyła. Nagrody dla zdymisjonowanych ministrów kłują w oczy. Ostentacyjna konsumpcja urzędników i bonzów partyjnych jest nie do opanowania. Wydatki z kart kredytowych MON to wszak 750 porcji ośmiorniczek dziennie. Beata Szydło i Beata Kempa nadal pobierają ministerialne uposażenie, nie pełniąc faktycznie żadnej funkcji, a Antoni Macierewicz nie daje się odspawać od ministerialnego krzesła i wciąż urzęduje w gabinecie przy ul. Klonowej w Warszawie i jeździ służbowym mercedesem klasy S z kierowcą.

Bizantyjski styl życia ludzi obecnej władzy jest dla prawicy śmiertelnym niebezpieczeństwem. Wystarczy, by dziennikarze zrobili zdjęcia Beacie Szydło wchodzącej nadal do willi na Parkowej, lub po raz setny lecącej wojskową CAS-ą na weekend do rodzinnych Brzeszcz, by wybuchł kolejny skandal.
Kaczyński wydaje się nad tym kompletnie nie panować. W zasadzie zamilkł; jedyna reakcja to wezwanie ministrów rządów PO, by oddali własne nagrody. To strzał w kolano, bo pozwala opozycji pokazać własną, niewyobrażalną wręcz dzisiaj skromność – poprzednicy takich nagród nie mieli.

Koszty kolejnych skandali finansowych są dla prawicy olbrzymie. Nie ma bowiem bardziej politycznie kosztownej kwestii, niż podważenie własnego mitu założycielskiego. Tym mitem była ludowa rewolucja, prowadzona w imieniu zwykłego człowieka przeciw skorumpowanym elitom. Dziś korupcja elit przekracza wszelkie wyobrażenia, a symbolem zwykłego człowieka staje się Sebastian K. – młody kierowca, staranowany przez kolumnę BOR wiozącą Beatę Szydło na weekend do Brzeszcz, ofiara matactw władzy zapewniającej „swoim” bezkarność.

Wyczerpani

Prawica przeżywa głęboki kryzys. Atrakcyjność pakietu socjalnego po dwóch latach rządów się wyczerpała. Nastąpiła jego naturalna neutralizacja. 500+ to oczywista oczywistość. Wizja modernizacyjna premiera Morawieckiego przestała być aktualna. Mieszkanie Plus utknęło – budowa mieszkań to jednak dość skomplikowany proces i co gorsza o łatwo weryfikowalnej skuteczności. W milion elektrycznych samochodów mało kto wierzy.
Co gorsze, w obozie władzy przeważa logika wewnętrznej wojny o sukcesję, a to zawsze sprzyja radykalizacji liderów. O przywództwie decyduje bowiem najbardziej oddany „beton”, a nie umiarkowany wyborca, którego dopiero trzeba pozyskać. Do opinii publicznej doszły kompromitujące przecieki z obozu władzy. Ustawa o IPN była jakoby celową rozgrywką Zbigniewa Ziobro, który w ten sposób miał celowo skompromitować Mateusza Morawieckiego. Ten z kolei po 2 latach konfliktu z UE dokonuje gwałtownego zwrotu – idzie na realne ustępstwa. Po pierwsze za późno, manewru zwrotu ku centrum nie da się już uratować, premier postrzegany jest głównie poprzez pryzmat konfliktu o politykę historyczną – w którym prezentuje się jako radykał. Po drugie trudno będzie twardemu elektoratowi wytłumaczyć przyczyny rezygnacji z walki o „suwerenność” ojczyzny i „naprawę” wymiaru sprawiedliwości.

W prawicowej narracji na kompromis nie ma miejsca, ustępstwo to klęska. Z tej perspektywy Morawiecki przypomina żonglera, któremu pochodnie rozsypały się w powietrzu. Próbuje je wyłapać, ale parzą w ręce, a asystent podkłada mu nogę.
Po paru tygodniach eskalacji afer finansowych w obozie władzy, doczekaliśmy się kontrolowanego przecieku o tym, że „prezes jest wściekły”. Ale nie ma to znaczenia, wobec zaciekłej i spektakularnej obrony przez Beatę Szydło decyzji o nagrodach z mównicy sejmowej. To pierwszy wyraz otwartego buntu.

Prawica idzie w tej sprawie w zaparte i staje się to oczywiste nawet dla jej najbardziej zagorzałych zwolenników. Może – wzorem poprzedników- zapłacić za to najwyższą cenę utraty legitymizacji, a w konsekwencji – władzy. Choć dzisiaj trudno sobie wyobrazić, z kim miałaby przegrać, to pozostaje najprostsza możliwość – niezależnie od kondycji opozycji, zawsze można przegrać ze sobą. Jeśli bowiem partyjni bonzowie, którzy obsiedli dobrze płatne posady w administracji, służbie cywilnej, resortach siłowych, wymiarze sprawiedliwości i spółkach skarbu państwa, stracą wiarę w zwycięstwo w kolejnych wyborach, to tempo konsumpcji owoców politycznego zwycięstwa drastycznie wzrośnie. Raz się żyje – tyle zysku, co w pysku.

Czy PiS może przegrać? Może. Jeśli na ulicy ludzie zaczną śladem opozycji, nazywać PiS partią Pychy i Chciwości to prawica przegra kolejne wybory. Nie z opozycją. Sama ze sobą.

Jakub Bierzyński

Komentarze

J.Slotala

4 kwietnia 2018

Kuba, jak zwykle precyzyjnie i zwiezle.kolejny doskonaly tekst z trafną oceną. Brakuje mi tylko kontekstu miedzynarodowego czyli Twojej oceny kto i dlaczego jest najwiekszym beneficjentem tego naszego „bałaganu”. Twoje łagodne traktowanie ministra Maciarewicza i jego dzialalnosci troche jest nie sprawiedliwe. Pan minister jest bardzo wazna postacia ktora wiele wniosla do naszego zycia politycznego i obawiam sie ze dalej wnosi! Mnie to przeraza, zwiazki z Rosja, tworzenie KBW itd ja mam de ja vu! Wszyscy o tym mowia a nikt nic nie robi, o co chodzi? Czy istnieje jakas „szafa Maciarewicze”? to wszystkow kontekscie Twojej oceny sytuacji nabiera ogromnego znaczenia.

lelka

4 kwietnia 2018

Gdybyśmy byli w początku roku 2017 a nie 2018, partia władzy mogłaby przywołać do porządku swoje szeregi przez dokręcenie śruby opozycji, jakaś kolejną wojenką historyczną bądź z mediami. Ale wybory tak się układają, że 2 kolejne lata czeka nas patrzenie na dekompozycję władzy. Od opozycji oczekuję cywilizowanych ustaw, które będą wymuszały na władzy określone zachowanie. Na przykład teraz temat nagród. Złożyć ustawę o służbie cywilnej i planie podwyżek od najniższego urzędnika po premiera związanych z latami prac, doświadczeniem, wykształceniem. Zacząć od zwykłego człowieka, urzędnika. Taki pakiet służby cywilnej wprowadzany od najniższego urzędnika. Drobnych punktów zaczepienia, które są akurat w temacie, PIS ma problem, opozycja podsuwa rozwiązanie. Samym grilowaniem daleko się zajedzie. Morawiecki prowadzi wojenkę z Ziobro, wystarczy mu podsunąć młotek do młotkowania szeryfa – ustawy na serio przyspieszające prace sądów, na początek powrót do kondraktoryjności, którą Ziobro wywalił zaraz na początku. A młodzi z PO mam nadzieję, że przejdą do Nowoczesnej po tych konserwatywnych skrętach Schetyny.

MMarek

5 kwietnia 2018

Coś jest na rzeczy ale nie mam przekonania, że to już to o czym wszyscy myślimy. Hydra tak łatwo się nie podda a ma za sobą zdyscyplinowane legiony. Fakt, że nastroje są bardzo ważne.
Z innej paki: boję się, że Pan Panie Kubo przechodzi z pozycji obiektywnego komentatora na komentatora zaangażowanego. „Polityka” mimo takich a nie innych korzeni, po tylu latach trzyma fason, „Newsweek” to jednak hurraplatformiści, bez refleksji nad tym co się działo, co się stało, dlaczego tak się stało. Teraz jakby powraca stara diagnoza: „należy się”. Nic już się nikomu nie należy. Tylko tak się może wydawać, że coś się jeszcze komuś należy. Kto w to wciąż wierzy daleko nie zajedzie. Żegnaj Gienia, świat się zmienia.

lelka

5 kwietnia 2018

* Samym grilowaniem daleko się NIE zajedzie – miało być
Bodajże Marcin Makowski napisał na tt, że klimat się o tyle zmienił, że rejs za 20 baniek 2 lata temu byłby przyjęty entuzjastycznie, fantastyczny pomysł. Dzisiaj budzi co najmniej niechęć. Teflon odpada na tyle mocno, że można przygrzać od nowa Damę z łasiczką – akcja Kamińskiego z Jezus Maria Czartoryskim, a przecież ona była dawno i żadnych większych negatywnych emocji wtedy nie wzbudzała. Jak to Kamiński powiedział, jak wszyscy rzucają kamieniami w mamuta, to kiedyś w końcu padnie i cała wioska się wyżywi.

lelka

5 kwietnia 2018

I nie trzeba było długo czekać na zwieranie szeregów przez I sekretarza. Czekam na projekt wszystkich partii opozycyjnych zawierający:
– podwyżki dla urzędników „zwykłych ludzi”, plan podwyżek dla sektorów służby cywilnej
– wyrównanie kwoty wolnej od podatku dla parlamentarzystów z resztą społeczeństwa
– zmniejszenie liczby posłów od następnej kadencji
itp
– zapytanie o finansowanie dojazdów do domu dla pani Anders i spółkę Solvere – likwidacja
Gdzie ta reakcja opozycji???????

MMarek

5 kwietnia 2018

dodałbym do tych pytań dla opozycji, pytanie:
o stan weekendowej komunikacji p. Premier Szydło, ile to kosztowało łącznie i ile osób było w każdy tydzień tą obsługą zajętych (ceny wojskowe za samolot Casa mogą być z sufitu) i jak przedstawia się to w przypadku weekendów pani Wicepremier Szydło obecnie,
przydałaby się też jakaś inicjatywa antyspekulacyjna, skoro do polityki idzie się nie dla pieniędzy – kiedy sławne spółki PISu zakończą działalność, jak rozdysponują zgromadzony majątek na Caritas, czy przekażą nieodpłatnie działkę pod wieżowiec partyjny na budownictwo w ramach programu Mieszkanie Plus

lelka

6 kwietnia 2018

Tylko na takie pytania odpowiada sekretarz wyłącznie na konferencjach. Aby wymóc odpowiedź na partii, rzeczniku, opozycja musiałaby mówić swoistymi przekazami dnia. Swoistymi, bo chodzi o ustalenie reakcji na jakże spodziewane działania władzy. O sprowadzenie na własne podwórko. Schetyna jest dziwny, a Lubnauer, która naprawdę świetnie wystartowała wygląda dzisiaj jakby ktoś przekuł balonik. Ataki Petru i Wielgus, brak wparcia w partii, widać, że nie ma gruntu, że nawet jakby chciała wprowadzić jakąś strategię to klan Petru rozwala partie od środka. Dzisiaj widać na przykład, że sojusz z SLD przyniósłby o wiele większe korzyści. Za bardzo się boi, za bardzo jest ugodowa i za łatwo przyjmuje sposób polityki PO jako jedyny do uprawiania. Złośliwości na temat pierwszej damy czy Kaczyńskiego. Kto chce słuchać takich pierdół? Smutno strasznie.

Professionalwriting

7 kwietnia 2018

Dziękuję za szybką odpowiedź. Pozdrawiam.http://customwriting18y.com/

MMarek

7 kwietnia 2018

Szanowna Lelko, zgadzam się w całej rozciągłości z Twoją opinią z jednym wyjątkiem – bez zdania na temat SLD. SLD to zgrane tłuste koty. To podobny skład jak pierwszy garnitur platformy. Nigdy nie nastąpiły w obydwu organizacjach wymiany kadr i te ugrupowania nie będą dążyły do zmian. Zadowolą się tylko zamianą miejsc z Pisem. Nowoczesna była natomiast bez obciążeń i miała w sobie taki potencjał w zakresie kadr na zaproponowanie i wprowadzenie mechanizmu uczciwości, przejrzystości i demokratycznych zasad na tym polu – niestety ale wygląda, że wpadła w pułapkę „planu P” i planu PO. Pierwszy plan robi wszystko, żeby storpedować świeżość i zapał,prawdopodobnie ma poważną część głosów we władzach N i blokuje realizacje programu Lubnauer i Gasiuk. Takie warcaby na małej szachownicy a Panie nie potrafią się uwolnić z tego klinczu. Plan PO to sterowanie obecnością Nowoczesnej w mediach, ataki medialne, promowanie planu P i stałe osłabianie Lubnauer. Mają do tego aparat własnych dziennikarzy i umiejętnie to robią, w imię głosowania na największego, żeby głosy nie przepadły. Lubnauer nie ma własnych wejść i musi się cieszyć każdym zaproszeniem na spotkania z dziennikarzami nakręconymi przez PO albo reżimowymi, będąc stawianą tam przed bezpardonowymi atakami. Żenujące jest to jak robią to dziennikarki kobiety (dziś tak swoją „gościnię” potraktowała tak p. Warakomska w Tok FM, podobnie było wcześniej z p. Kolendą, czy z p. Werner). Pan Ryszard natomiast nie ma takich zaproszeń występuje w dedykowanych wywiadach 1 na 1 , bez naprawdę tendencyjnych pytań i nie ma przy nim innych polityków w dyskusjach, kwestii typu „ja panu nie przerywałem” nie musi się obawiać. Wykuwa kilka tematów na pamięć i spokojnie je dopowiada w studio do końca.
Nowoczesna musi się różnić liberalizmem ale nie tylko gospodarczym. Pan Sowa i Meysztowicz nie zakryją swoich traum parafialnych. To oni teraz lansują liberalizm gospodarczy w akcjach N ale każde głosowanie wymagające klauzuli sumienia będzie przypominało, że ciągną N poza parlament. Powinni lojalnie wrócić do PO lub przejść do Europejskich demokratów. Sprawami gospodarczymi powinni się zajęć inne osoby nie wiem może p. Piotr Kuczyński, nawet p. Olechowski. Teraz pp.Sowa i Meysztowicz będą odbierać Nowoczesnej punkty poparcia. Nie ma niestety nikogo, kto potrafiłby tupnąć i nalać trochę oliwy. Czas upływa, te najważniejsze głosowania mogły dać N duże poparcie ale przez klauzulowców odebrały ludziom wiarę w szczerość intencji. Trzeba to zmienić póki jest czas.

lelka

8 kwietnia 2018

Oczywiście masz rację, tylko tak jak wymiana kadr, świeżość, brak kompromitacji są tym, czego większość obozu prodemokratycznego oczekuje, tak samo PO i SLD nie znikną ze sceny, jeżeli nie będzie odwagi wywrócenia stolika. A na to się nie zanosi. Nadal kibicuje Lubnauer, ostatni sondaż zaufania http://tiny.pl/g2xkk bardzo pozytywny biorąc pod uwagę jakie są sondaże poparcia.
Natomiast wiele problemów wynika z samej polityki partii, sami tworzą problem, z którym się później zmagają. Nowoczesna nie szła pod sztandarem liberalizacji aborcji i nie powinna ogłaszać, że jest za kiedy jej posłowie w jakieś połowie wcale tak nie uważają. Gorsza od samego głosowania była reakcja po głosowaniu, jakbym znowu oglądała reakcje po wyjeździe Petru „na Maderę.” Osobiście uważam, że Lubnauer jest w stanie sobie pomóc stawiając bardzo stanowczo i ostro kwestie jej przewództwa, wykorzystując ataki Petru na wypromowanie siebie i tym samym programu Nowoczesnej. Gdyby wystąpiła z konferencją, w której ogłasza: Wszyscy, którzy nie są w stanie zaakceptować demokratycznych wyborów, w których wygrała i bezpardonowo atakują Nowoczesną i jej osobą licząc na jej przegraną tacy jak Ryszard Petru, który osobiste ambicje przedkłada nad powodzenie Nowoczesnej w wyborach powinni opuścić partie. Wszyscy, którzy są zainteresowani realizacją programu, w którym nie populizm a rozwój kraju jest ważniejszy zapraszam do przyłączenia się. Czas zmienić kadry polityczne na ludzi młodych, którzy są w stanie porzucić spór POPISu, a całą energię włożyć w budowanie państwa, w którym najważniejsze są usługi takie jak służba zdrowia i szkoła, a głównym zadaniem państwa nie jest nakładanie podatków, a tworzenie warunków aby polskie firmy mogły rozwijać się w oparciu o bezpieczeństwo prawne i legislacyjne bla bla bla. Sprawy światopoglądowe do referendum ( finansowanie religii, aborcja) itp. Życzyć powodzenia planowi Petru, zaznaczyć, że liczne rozmowy nie przyniosły skutków, a kopanie się z koniem jest stratą czasu dlatego wszyscy muszą podjąć decyzję czy chcą działać razem czy rozwalać partię od środka. Coś w tym stylu. Bo rozumiem, że nie ma na tyle przebicia, aby go wywalić. Natomiast gadając o wywaleniu czym przyciągnie uwagę, zawsze powie coś o programie i być może geniusz ekonomii odejdzie sam albo uda się go demokratycznie usunąć przez głosowanie, bo takie postawienie sprawy z pewnością skutecznie sprowokowałoby go do dalszej kompromitacji.

lelka

8 kwietnia 2018

Dodam jeszcze że przy okazji takiej konferencji bardzo powinien być nagłośniony kolejny nowy podatek, prawo wodne i skandaliczną spółkę Polskie Wody, która planuje wyjąć z kieszeni Polaków 30 mld złotych, zabić jedyną polską firmę zajmującą się pomiarami i wpuścić firmy zachodnie na rynek.

furtdsolinopv

11 maja 2018

I’ve been browsing on-line greater than three hours as of late, but I by no means discovered any fascinating article like yours. It is beautiful price sufficient for me. Personally, if all site owners and bloggers made just right content as you did, the net will probably be much more helpful than ever before.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *