Protest niepełnosprawnych jak w soczewce obnażył podstawowe mechanizmy społeczne. Zadziałały bezbłędnie. Wszyscy jak zawsze odegrali swoje role. (Polska The Times)

5 czerwca 2018

Protest w Sejmie zakończył się upokorzeniem niepełnosprawnych. Szykanowani, odgrodzeni, izolowani po 40 dniach musieli się poddać. Opozycyjne media ogłosiły moralne zwycięstwo protestujących. Publicyści w zdecydowanej większości spodziewają się, że wyborcy oburzeni brutalnością władzy, ukarzą obóz dobrej zmiany i notowania partii rządzącej w kolejnych sondażach spadną. Nie podzielam tego optymizmu. Złamanie oporu ujdzie rządowi płazem. Mało tego, notowania mogą wzrosnąć.

Po pierwsze dlatego, że dla wyborców PiS nie ma nic bardziej seksownego niż siła, nawet gdy jest stosowana wobec najsłabszych. Rząd wykazał stanowczość. Nie ugiął się przed żądaniami. Podczas konfliktu systematycznie dostarczał swoim zwolennikom języka, jakim mogli opisać sytuację i wytłumaczyć swoich faworytów. Według tej narracji, to opozycja podżegała do protestów, wykorzystując trudną sytuację niepełno-sprawnych do kolejnego ataku na rząd. W tej opowieści protestujący stali się zakładnikami politycznych interesów wrogich sił. Zneutralizowano w ten sposób znaczenie protestu. Uprzedmiotawiając niepełnosprawnych zniwelowano niszczącą siłę obrazów, jakimi media relacjonowały protest. Słuszne postulaty zostały spełnione przez „najbardziej społecznie wrażliwy rząd w historii” (Morawiecki), może w inny sposób, niż protestujący sobie tego życzyli, ale jednak. Z tej perspektywy niepełnosprawni stali się ofiarą opozycji, która niecnie wykorzystała do celów politycznych ich protest. Nie partii rządzącej, która systematycznie i celowo stosowała politykę nękania w celu ich złamania. „Drodzy państwo, nas na pewno nie będziecie w stanie szantażować w ten sposób” – zwrócił się do opozycji Morawiecki – czyli do tych, „którzy próbowali zbić kapitał polityczny na tym ludzkim nieszczęściu”. „Wydajemy około 40 mld złotych rocznie na te kwestie, to są pieniądze wyrwane z wyłudzeń VAT. Więc takie gierki i awantury z wykorzystaniem osób pokrzywdzonych przez los nie będą tolerowane przez nas. W ten sposób państwo z nami nie wygracie”. I cóż z tego, że to krótkie zdanie zawiera aż dwa kłamstwa. 40 miliardów jest kwotą z sufitu, a uszczelnienie systemu podatkowego dało w efekcie parę miliardów pomimo represyjnej polityki rządu. Nie o prawdę jednak chodzi, lecz o grę symboli. Za wszelką cenę trzeba z protestujących uczynić bezwolne narzędzia w grze wrogich politycznych knowań. Klasyczny manewr autorytarnych rządów na całym świecie. Znamy go aż za dobrze po dziesięcioleciachPRL-u. Ten sam język, te same proste chwyty. Zapewniam, że jak zawsze, skuteczne.

Wyborca PiS jest oddany i lojalny, bo czuje się po raz pierwszy w życiu zrozumiany, doceniany, akceptowany
Już w trakcie trwania protestu prawicowy internet został zalany negatywnymi, wręcz wrogimi, komentarzami wobec protestujących. Skąd ta z pozoru niewytłumaczalna agresja „zwykłego człowieka”? Skąd nieczułość na potrzeby najsłabszych wśród wyznawców rewolucji uciśnionych, pozbawionych godności, zapomnianych? Prawda jest brutalna i brutalnie ją tutaj przedstawię: „kalecy” zastąpili „ciapatych” jako punkt odniesienia w budowaniu poczucia własnej wartości. To oni zajęli miejsce gorszego, a o to przecież chodzi w „wstawaniu z kolan”. O lepkie i nieco wstydliwe przekonanie, że jest się od kogoś w końcu lepszym. I nie ma co się łudzić, że to margines, to potrzeba większości wyborców niestety. To lek na egzystencjalny ból skarlałej duszy postniewolniczego społeczeństwa. Powszechna potrzeba uznania i godności w najprostszy, najbardziej tandetny sposób manifestuje się właśnie w tą drogą. Społecznie wrażliwi wyborcy PiS są wrażliwi wyłącznie na własnym punkcie. Czas to zrozumieć i wyciągnąć wnioski.

Mamy do czynienia z sytuacją ekstremalną. Wyborca prawicy to człowiek głęboko zraniony. Przez dziesiątki lat transformacji poddany przez liberalne i lewicowe elity presji zawstydzania. To wstyd był podstawowym mechanizmem kontroli społecznej. „Zwykły człowiek” miał się wstydzić nieprzystosowania mentalnego i tęsknoty za PRL (homo sovieticus), niesamodzielności (postawa roszczeniowa), zależności od państwa (zasiłki socjalne), zaściankowości, wykluczenia. Każdy, kto ginie od niewidzialnej ręki rynku, sam jest sobie winien. Bieda była powodem do wstydu, a materialne symbole zamożności stały się społecznym dowodem racji. Ponadto, odmawiając ludziom gorzej sobie radzącym solidarności, wymagano od nich solidarności z innymi grupami, np. mniejszościami seksualnymi, co miało być dowodem tolerancji, nowoczesności i otwarcia. Dzisiaj ta presja odbija się wahadłem w postaci agresji wobec innych i słabszych. Jakże łatwo szukać własnej dumy kosztem tych, do których miłości elity zmuszały latami w imię znienawidzonej poprawności politycznej. W efekcie stworzyliśmy człowieka, który, jak napisał jeden z moich prawicowych internetowych dyskutantów, „ma poczucie, że jest się kimś gorszym, nieudanym produktem przemiany ustrojowej”.

Jak do niego trafić? Przepis jest banalnie prosty i składa się z dwóch oczywistych składników. Po pierwsze, nie krytykować PiS. Po drugie, kochać ich wyborców. Nie atakować organizacji, gdyż jest to przeciwskuteczne. Wysoki stopień utożsamienia się z partią, która przywróciła godność i w dużym stopniu definicję własnej tożsamości (zwykły człowiek, Polak, katolik) powoduje, że każda krytyka odbierana jest osobiście, jako personalny atak i przynosi skutek odwrotny do zamierzonego – konsoliduje szeregi, wywołuje chęć obrony, uruchamia mechanizm wtórnej racjonalizacji politycznych wyborów. Najwyższy czas to zrozumieć: Zwolennicy dobrej zmiany nie bronią partii, bronią samych siebie.

Wyborcy prawicy przypominają kolegę z podwórka, który wpadł z złe towarzystwo i zszedł na złą drogę. Wychowani w deficycie akceptacji, zakompleksieni, zepchnięci na margines, nagle usłyszeli od herszta bandy, że są fajni, silni, są „solą tej ziemi”. Warunek reedukacji jest jeden – bezwarunkowa miłość. Wiem, że to trudne, ale trzeba to zrozumieć – wyborca PiS jest oddany i lojalny, bo czuje się po raz pierwszy w życiu zrozumiany, doceniany, akceptowany, szanowany. Nie ma innego sposobu, by wyrwać go z mafijnego kręgu, niż pokazać prawdziwe wartości. Jedynie pozytywna alternatywa spowoduje, że może się przekonać, że był jedynie narzędziem. Wtedy odejdzie stając się największym wrogiem swego byłego środowiska, bo nie ma nic boleśniejszego niż zawiedzione nadzieje i poczucie wstydu. Wyborców prawicy nie przekona się argumentem, że nie mają racji, lecz jedynie odkrywając fałszywe intencje przywódców. To dlatego afera z nagrodami była tak dla niej niszcząca. Lojalność wiernych może skruszyć jedynie odkrycie, że w gruncie rzeczy są pogardzani (znowu wstyd!) lub że idol jest słaby.

Manichejski świat nie może być szary. Władza nie może mieć racji w jednej sprawie i nie mieć w innej. Dobro lub zło jest jednoznaczne. Dlatego wyborca PiS zrobi wszystko, by zracjonalizować działania swej partii. Zapomni o tym, że 3 lata temu niepełnosprawni mieli rację, a teraz jej nie mają. Będzie z uporem powtarzał, że dziś nie można spełnić postulatów, choć domagał się ich spełnienia wtedy i uważał za całkowicie uzasadnione, gdy „źli” byli u władzy. Nie szukajcie logiki, bo jest inna niż wasza. To jest logika intencji nie skutków. To myślenie symboliczne nie przyczynowo-skutkowe. Nie mierzcie wyborców Prawa i Sprawiedliwości własną miarą. W umysłami rządzą inne prawa.
Dla wyborców PiS nie ma nic bardziej seksownego niż siła, nawet gdy jest stosowana wobec najsłabszych
Kluczem do zmiany nie jest umysł, lecz emocje. Jedynie prawdziwy szacunek, rzeczywista troska, autentyczna empatia może wygrać z podróbką, kłamstwem, z trudem skrywaną pogardą. Tylko osobistym świadectwem można zdjąć populistyczną klątwę. W walce z populizmem trzeba zrobić coś kompletnie nieintuicyjnego, jak dodanie gazu, gdy wpadło się w poślizg. Trzeba oddzielić wyborców od polityków. Trzeba mówić do nich bezpośrednio. I nie besztać – wręcz odwrotnie, okazać prawdziwe zaangażowanie, zrozumienie i szacunek.

Społeczny odbiór konfliktu niepełnosprawnych z władzą jak w soczewce pokazał podstawowe mechanizmy społeczne współczesnej Polski. Brutalność i zakłamanie władzy. Klasyczne, lecz skuteczne chwyty propagandowe. Gotowość dużej rzeszy wyborców do kupienia każdej propagandy, by utrzymać spójność własnych przekonań. Potrzebę znalezienia gorszego spajającą poparcie nawet w wydawałoby się absurdalnej sprawie. Całkowitą odporność na racjonalną argumentację. Uzależnienie oceny wyborców nie od argumentów sporu, lecz od tego te argumenty reprezentuje. Brak logiki. Moralne oburzenie liberalnej części opinii publicznej i agresja jej autorytarnej części. Wszyscy odegrali swoje role. Jak zawsze. Protest niepełnosprawnych był jak eksperyment społeczny. Warto wyciągnąć wnioski z obserwacji. Jedynie wtedy ich protest nie pójdzie na marne.

Jakub Bierzyński

Komentarze

Małgorzata Mozer

5 czerwca 2018

To są bardzo słuszne spostrzeżenia. Ale nie uwzględnia się tutaj reakcji wyborców ‚antypisu,Jak zareagowałby elektorat platformy, nowoczasnej sld,gdyby opozycja nie potępiła pisu w tej sprawie? Czy nie uznałby, że opozycja zdradziła własny elektorat?

Jacek Pi

5 czerwca 2018

Sądzę że pamięta Pan lata 1983-1984. ZSRR triumfował. Odrzucili wszystkie propozycje Zachodu w sprawie rakiet średniego zasięgu, załatwili sprawę polską. Andropow ustalał reguły gry. W opinii wszystkich sowietologów żaden z fundamentów państwa nie był naruszony. W ich kategoriach pojęciowych sytuacja była stabilna na lata. Wszyscy wysmiewali sie z Andrzeja Amalrika i jego prognoz.
I tylko jeden Bułat Okudżawa śpiewał że nad tym wszystkim górują cokoły na których nie stoi już nikt.
Co było dalej większość z nas pamięta.
Od czasu protestu nad IV RP górują niemiłosiernie puste świątynie miłosierdzia w których nie ma zwykłego współczucia. I nie zamaskuje tego kolejne tsunami obietnic.

Arek Brzeziński

6 czerwca 2018

Te postawy mają znacznie głębsze korzenie. Niż modne zaklęcia o liberalnej propagandzie lat 90. Wyłazi z mas 17 wieczny folwark z nas wszystkich nie tylko dobro zmianowców .

Jakub Bierzynski

6 czerwca 2018

Panie Arku. Dokładnie tak. Wyłazi z nas 400 lat niewolnictwa. Żeby zrozumieć Polskę trzeba zastosować metody pojęciowe z badań nad społeczeństwami postkolonialnymi. Moim zdaniem.

Bladesoulclasses

6 czerwca 2018

Thank you for this post. Its very inspiring.

Plebejusz

6 czerwca 2018

Stek bredni oparty na jednym założeniu: wyborca PiS to zakompleksiony głupek, nieudacznik i prostak, którego ktoś wreszcie poklepał po pleckach.
Takie analizy prowadzą tylko do jednego: kolejnych przegranych wyborów.

Jacek Pi

7 czerwca 2018

Panie Arku, panie Jakubie – ciekawy punkt widzenia, ale proszę zauważyć że w 17 wieku w Kurlandii i Inflantach też były folwarki.
A współczesne rezultaty zupełnie inne.

Jerzy

7 czerwca 2018

Żadna władza po 4 czerwca 1989 r. nie domagała się od „prostych ludzi” solidarności z osobami homoseksualnymi – to tak gwoli ścisłości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *