Koniec Polski 2050 to koniec szans na zwycięstwo opozycji? (Newsweek 04.08.2023)

8 sierpnia 2023

Nie zdziwiłbym się, gdyby w ostatniej chwili PSL zmienił koalicjanta, porzucając Hołownię samotnie. Polska 2050 sama sobie nie poradzi. Prawdopodobnie nie zarejestrowałby kandydatów w większości okręgów. Pójście opozycji w dwóch blokach: lewica i KO-PSL, znacząco poprawiłoby jej szanse wyborcze i perspektywy powołania stabilnego rządu.

Wyborczy sojusz Polski 2050 i PSL zawisł na włosku. Rozpad tej koalicji oznacza prawdopodobnie koniec projektu politycznego Szymona Hołowni oraz pożegnanie opozycji z marzeniem o wygraniu wyborów. Podzielona na cztery listy nie ma szans na zwycięstwo.
Nic ich nie łączy

Napięcia pomiędzy koalicjantami pojawiały się od dawna. Nie od dzisiaj wiadomo, że największym wrogiem w kampanii wyborczej jest koleżanka/kolega z tej samej listy. Trudno utrzymać dyscyplinę we własnej partii, co dopiero, gdy konkurent jest z zupełnie innego środowiska. Już na pierwszy rzut oka widać, że Polska 2050 i PSL są z innych, odległych politycznych planet. Ruch Szymona Hołowni miał przynieść “świeżość w polskiej polityce” a związał się z najstarszą partią chłopską o 130-letniej historii. Sami o sobie mówią “najbardziej bezkompromisowi ideowcy”, startując razem z typowo etatystyczną, znaną ze swej “obrotowości” formacją. Ci, którzy mieli tworzyć szeroki front zdegustowanych duopolem wyborców, idą w sojuszu z reprezentantami wąskich interesów zawodowych polskich chłopów. Poza matematyką wyborczą (obie partie były na progu przed sojuszem) i konserwatyzmem światopoglądowym tych partii nic nie łączy. Ani kultura, ani historia, ani zwolennicy.

Co gorsza, Hołownia wybrał się w tę podróż na gapę. Polska 2050 nie była w stanie rozliczyć dwóch poprzednich kampanii wyborczych i ruch nie otrzymał dotacji partyjnej. A kampania kosztuje. PSL chce na nią przeznaczyć 10 mln zł. Hołownia ze swojej strony nie dołoży nic, bo banki zrażone poprzednimi porażkami odmówiły kredytu. Lider zapowiada, że pieniądze nie są problemem i uzbiera konieczne kwoty ze składek. To fantazje, podobne do nieistniejących “wewnętrznych sondaży” Szymona. Ze składek można uzbierać milion, a to jedna dziesiąta potrzebnej sumy. Działacze PSL podnoszą zrozumiały bunt. Każdy kandydat Hołowni to pasażer na gapę. Jego kampania będzie finansowana kosztem kampanii kandydatów PSL. Za te same pieniądze. PSL nie tylko musiał oddać połowę miejsc na listach, co nie wzbudziło entuzjazmu działaczy, ale teraz jeszcze musi podzielić się partyjną kasą z panną młodą, która w posagu nie wniosła kompletnie nic. Cóż, nawet najlepsze małżeństwa rozpadają się z powodu pieniędzy. Nie wspominając o tych niedobranych.
Agrounia lepszym partnerem?

A związek Hołowni z Kosiniakiem Kamyszem do dobranych z pewnością nie należy. Spokojny i ostrożny szef PSL został publicznie zdominowany przez gwiazdorzącego Hołownię, który robił politykę na konferencjach prasowych, stawiając swojego koalicjanta w kłopotliwych sytuacjach. Z drugiej strony Hołownia zapowiedział, że będzie akceptował wszystkie kandydatury PSL na wspólnych listach, ale ludowcy zachowywali się wobec Polski 2050 nielojalnie. Nie konsultowali z partnerem kolejnych ruchów politycznych jak zaproszenie niedobitków z Porozumienia Gowina na wspólne z Polską 2050 listy wyborcze. Wydaje się, że czarę goryczy przelały rozmowy z Agrounią. Hołownia zdał sobie sprawę, że firmuje cudzą politykę. Kosiniak Kamysz, że jest ubezwłasnowolniony przez partnera.

Przy takim poziomie zaufania nie da się niczego zbudować. Tym bardziej że prezes PSL jest pod ogromnym naciskiem własnych działaczy, którzy tylko szukają pretekstu, by pozbyć się uciążliwej konkurencji z własnych list. To szef przecież będzie ponosił odpowiedzialność, gdy manewr z Agrounią się nie uda.

Nie ma wątpliwości, że PSL-owi bliżej do Agrounii. To partie chłopskie, reprezentujące te same interesy. Podobna kultura, podobne cele, ci sami wiejscy wyborcy. Tym bardziej że PSL potrzebuje nowego ducha, świeżej krwi, energii, odwagi i buntu jak nigdy. Dziś robi wrażenie partii niepewnej, zmęczonej własną historią, mocno obitej przez PiS, które na wsi odebrało jej rzesze wyborców. Kołodziejczak mógłby być dla PSL tym, czym jest Mentzen dla Koalicji. Nowym otwarciem, nową twarzą, nadzieją i energią. Hołownia obawia się, że Kołodziejczak stanie się nowym Kukizem i po wyborach przejdzie na stronę PiS. Ale to już będzie po wyborach. Na razie PSL potrzebuje pomysłu, jak przepłynąć bezpiecznie nad rafą progu wyborczego. Kołodziejczak daje taką nadzieję i co ważne dla działaczy, nie stanowi konkurencji. Jeśli zatem przyjmować kogoś na gapę, bez pieniędzy i struktur, to za parę miejsc na listach, nie za połowę, w ramach własnej listy, pod własnym, partyjnym szyldem, budując pozycję wobec własnego elektoratu. Kołodziejczak po prostu jest o wiele bardziej racjonalnym wyborem dla PSL niż Hołownia. Lepiej pasuje, lepiej rokuje, jest wielokrotnie tańszy.

Coraz gorsza atmosfera

Dlatego możliwe, że w sobotę Rada Naczelna PSL podejmie decyzję o rozstaniu się z Polską 2050. To nie wróży nic dobrego ani dla Hołowni, ani dla opozycji całości. Sondaże dla Trzeciej Drogi nie były łaskawe. I choć w momencie powstania w lutym jej wynik lekko przekroczył sumę notowań obu koalicjantów (15,4 proc. wobec 8,8 proc. Polski 2050 + 4,6 proc. PSL ), to w lipcu poparcie skurczyło się do 9,6 proc. (strata 38 proc. wyborców). Negatywny trend, duża rozbieżność w sondażach (od 5 proc. Kantar do 11 proc. IBRIS) oraz balansowanie na progu nie wróży temu konceptowi dobrze. Tym bardziej że dysponuje ograniczonym budżetem na kampanię a różnice kulturowe pomiędzy partiami oraz temperamentu i ambicji pomiędzy ich liderami uniemożliwiają prowadzenie skutecznej kampanii. Hasła nie przebijają się do świadomości wyborców. Atmosfera robi się coraz gorsza z jednej wspólnej konferencji prasowej na drugą. Media zamiast propozycją wyborczą koalicji zajmują się wewnętrznymi rozgrywkami pomiędzy koalicjantami. Tak kampanii prowadzić się nie da. To gotowy przepis na klęskę. Wygląda na to, że PSL w ostatniej chwili może uciec z tonącego statku.

Czy jest w stanie samodzielnie przekroczyć próg wyborczy? Wydaje się, że ryzyko znalezienia się pod pięcioprocentowym progiem w dniu wyborów jest mniejsze niż ryzyko upadku wraz z Polską 2050 poniżej 8 proc. Ostatnie samodzielne notowania PSL były w maju i partia ta miała 6,7 proc. przy trendzie rosnącym. Agrounia nie wniesie co prawda wielu nowych wyborców, ale może wnieść niezbędną dawkę wigoru i z całą pewnością nie zrazi obecnych zwolenników.

Rozwód znacznie gorzej przeżyłby Szymon Hołownia. Do progu wyborczego mu coraz bliżej. Ostatnie samodzielne notowania to 6,8 proc. w maju. Stały negatywny trend trwa od października zeszłego roku. W tym czasie Polska 2050 straciła prawie połowę wyborców (44 proc.). Co gorsza, Hołownia nie ma pieniędzy na kampanię wyborczą i finansowanie struktur koniecznych do zebrania podpisów pod listami własnych kandydatów. Po prostu Polska 2050 może mieć problemy z rejestracją list wyborczych.

Co dalej z opozycją?

Tak czy inaczej, rozwód oznacza dla opozycji poważne kłopoty. Pójście w czterech blokach wyborczych oznacza pewną klęskę. Przy obecnych notowaniach poszczególnych partii, nawet gdyby i PSL i Polska 2050, startując samodzielnie, przekroczyły próg, opozycja zdobywa jedynie 214 mandatów i przegrywa wybory. Pozostałe scenariusze (jeden z koalicjantów Trzeciej Drogi lub obaj pod progiem) są jeszcze gorsze.

Jeśli do rozwodu rzeczywiście dojdzie, to wygląda na to, że spośród wszystkich możliwych scenariuszy politycznych na jesienne wybory, opozycja wybierze najgorszy. A to dopiero początek. Ewentualny rozpad Trzeciej Drogi nie dzieje się przecież w próżni. Totalna propaganda władzy dostanie wspaniałą okazję, by przedstawić opozycję jako skłóconą, zajmującą się wyłącznie samą sobą, egoistyczną i bezcelową. Krótko mówiąc: niezdolną do objęcia rządów. I ten przekaz trafi na bardzo żyzny grunt. To przekaz skierowany do najważniejszej grupy wyborców – tych wahających się lub niezdecydowanych. Opozycja, tonąc w wewnętrznych sporach, sama dostarcza argumentów swoim przeciwnikom.

Jedyna nadzieja na odsunięcie PiS od władzy i przejęcie rządów to konsolidacja wokół Donalda Tuska. Jego notowania systematycznie rosną. Tym szybciej im bardziej jest atakowany. Wydaje się, że PiS nie ma innego pomysłu na kampanię. Teraz to Koalicja Obywatelska ma pozytywny przekaz, podczas gdy retoryka prawicy sprowadza się do “anty Tusk” co bardzo wzmacnia lidera demokratów.

PSL jest znane ze swojej politycznej elastyczności. Było w paru udanych koalicjach rządowych z PO. Politycy tych formacji świetnie się znają i rozumieją nawzajem. Nie zdziwiłbym się, gdyby w ostatniej chwili PSL zmienił koalicjanta, porzucając Hołownię samotnie. Polska 2050 sama sobie nie poradzi. Prawdopodobnie nie zarejestrowałby kandydatów w większości okręgów. Pójście opozycji w dwóch blokach: lewica i KO-PSL, znacząco poprawiłoby jej szanse wyborcze i perspektywy powołania stabilnego rządu. Paradoksalnie, rozwód z Hołownią i wyeliminowanie jego projektu z politycznej gry przybliża opozycję do zwycięstwa. To mało prawdopodobny scenariusz, ale wiadomo, że w polityce wszystko jest możliwe.

Jakub Bierzyński